niedziela, 28 lutego 2010

Leniwe.. Gnocchi.. Ricotta..



Zgłodniałem.. Na co mam ochotę..? Na pankejki? Niee, jadłem je na śniadanie. To może risotto? Odpada, było wczoraj. Pasta? Kasza? Za długo musiałbym czekać..

Zjadłbym..kluski.. Cieplutkie, mięciutkie, rozpływające się w ustach.. Zrobię leniwe! Hmm, może jednak gnocchi z ricotty? Sam już nie wiem.

A może, może zrobić po prostu "leniwe gnocchi z ricotty"..

Leniwe gnocchi z ricotty
(porcja dla 1 osoby)

*110g ricotty
*1 jajko
*30-35g mąki
*duża szczypta cukru (opcjonalnie)


Ricottę utrzeć dokładnie z żółtkiem (i cukrem). Białko ubić na sztywną pianę. Wymieszać delikatnie z serem. Dodać mąkę, wymieszać.
Ciasto będzie dość lepkie, ale takie ma być, kluseczki będą bardzo delikatne.
Dłonie oprószyć mąką. Odrywać niewielkie porcje ciasta, formować kuleczki. Odkładać na stolnicę/blat wysypany mąką. Delikatnie spłaszczyć widelcem ('zanurzonym' uprzednio w mące).
Kluseczki wrzucić do gotującej się wody, gdy wypłyną, odcedzić.
Podawać natychmiast z ulubionymi dodatkami.


Kluski są PRZE-PYSZ-NE!! Są naprawdę bardzo delikatne, rozpływają się w ustach. Można je polać masełkiem, jogurtem, tudzież posypać cukrem. Najlepsze są jednak bez dodatków, kiedy nic nie zakłóca TEGO smaku, tej delikatnej serowej nuty..

piątek, 26 lutego 2010

Soufflé Tart, czyli czekolada dobra na wszystko..



Każdy z nas miewa gorsze dni. Dni, kiedy nasze plany niekoniecznie się spełniają, dni, które przynoszą pewne rozczarowanie..

Gdy taki nadejdzie, jak dziś, idę do kuchni i zaczynam gotować, piec. Mieszanie, ucieranie, ubijanie..pozwalają mi zapomnieć..


Gdy taki nadejdzie, jak dziś, sięgam po czekoladę..
Czyż istnieje lepszy sposób na poprawę humoru, niż pachnąca tabliczka gorzkiej czekolady? Ja nie znam lepszego sposobu.. No, chyba, że Soufflé Tart..



Soufflé Tart

(przepis znalezłem tutaj)

ciasto:

*130g masła
*80g cukru pudru
*szczypta soli
*ziarenka z 1 laski wanilii
*25g zmielonych migdałów
*1 jajko
*200g mąki
*10g kakao

Przesianą mąkę wymieszać z cukrem, kakao, migdałami, wanilią i solą. Utrzeć z cukrem. Dodać jajko, zagnieść szybko ciasto, zawinąć w folię. Schłodzić w lodówce kilka godzin.
Piekarnik nagrzać do 180stC. Ciastem wykleić formy do tarteletek. Piec ok 15-20min.

Nadzienie:

*80g czekolady (użyłem 70%Lindt - lepiej jednak sprawdziłaby się tu mleczna czekolada)
*3 żółtka
*3 białka

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Wymieszać z żółtkami. Białka ubić na sztywną pianę, wymieszać z masą czekoladową.
Mus przelać do tarteletek, piec 10 min. w 180stC. Ostudzić.


sobota, 20 lutego 2010

Witaminowe brownies...



Dziś w kuchni spotkały się dwie moje słabości: ciągła potrzeba próbowania czegoś nowego, chęć poznawania nowych smaków, oraz zamiłowanie do zdrowego odżywiania - momentami wręcz maniakalne;) Co powstało z tego niebezpiecznego połączenia? Zdrowsza wersja brownies.

Przepisów na to małe, wilgotne i przepyszne ciacho jest wiele. Sam wypróbowałem co najmniej kilkanaście, nim znalazłem to "najlepsze". Tak, mam już swoje swoje "brownies idealne" (niebawem i na nie pojawi się przepis na moim blogu) ale mimo to, nie spocząłem na laurach, nie zaprzestałem dalszych poszukiwań.
O mojej fascynacji zdrową żywnością można by opowiadać godzinami, ale nie czas i miejsce na to, dlatego od razu przechodzę do sedna.

Przepis na ciacho znalazłem tutaj. Dodatek zarodków pszennych bardzo mnie zaintrygował, a trwający właśnie Czekoladowy Weekend zachęcił do natychmiastowego wypróbowania, tej zdrowszej alternatywy. Muszę przyznać, że efekt był bardzo zadowalający. Ciacho jest bardzo podobne do swojego 'klasycznego kolegi', jest jedynie minimalnie delikatniejsze. I co ważne, można się skusić na dokładkę bez wyrzutów sumienia - w końcu jest to istna bomba witaminowa;)



Witaminowe brownies

Składniki na małą blaszkę - piekłem w formie 21x25cm

*250g gorzkiej czekolady (użyłem Lindt 70%)
*5 łyżek niesolonego masła
*5 jajek
*250g brązowego cukru
*łyżka esencji waniliowego
*1/2 szklanki zarodków pszennych
*niepełna szklanka mąki pszennej
*1/2 szklanki jogurtu greckiego (nie light)
*łyżeczka soli

Czekoladę połamać na drobne kawałki. Rozpuścić razem z masłem w kąpieli wodnej. Odstawić do przestygnięcia.
Zarodki zmiksować w mikserze na pył.
Jajka ubić z cukrem i esencją waniliową, do białości (10 minut mikserem, na wysokich obrotach).
Do otrzymanego kogla-mogla dodać pozostałe składniki. Wymieszać dokładnie, po czym ubijać całość ok 5 minut (ponownie mikserem na wysokich obrotach).
Odstawić na 20 minut.
Przełożyć do formy, wysmarowanej wcześniej masłem.
Piec 25-30 minut w piekarniku w 190stC.
Odstawić do wystygnięcia.
Ciasto, po ostygnięciu, najlepiej zawinąć w pergamin i odstawić na noc.





Jest to moja druga propozycja z okazji trwającego właśnie Czekoladowego Weekendu

Ciasto intensywnie czekoladowe...z burakiem

">

Weekend czekoladowy w pełni! Większość blogów została zasypana licznymi przepisami na wspaniałe czekoladowe słodkości (i nie tylko słodkości...). Nie nadążam wręcz z czytaniem ich wszystkich;), a lista receptur "do wypróbowania" powiększa się niemalże z minuty na minutę..

Jako że od czekolady jestem po prostu uzależniony, nie mogło i mnie zabraknąć, w tym słodkim przedsięwzięciu!! Nie wiem jak u Was, ale u mnie, ilość czekolady, która ląduje w moim żołądku, idzie w tabliczkach;)

Czekoladę uwielbiam w każdej postaci. Kocham ten trzask łamanej tabliczki, kocham ten moment, gdy kostka powoli rozpuszcza się na języku. Ubóstwiam prawdziwą, gorącą czekoladę. Nie mogę się oprzeć wszelkim pralinkom, czy truflom. Ciasta czekoladowe należą do moich ulubionych.

I tu psikus. Dla wielu synonim tandety, istnego okropieństwa, straszne wspomnienie z zamierzchłych czasów. Wiem, wiem, toż to istna profanacja, pisać o czymś takim w CZEKOLADOWY weekend, ale nie mogę tego przemilczeć;) Mam nadzieję, że nie zostanę za to zlinczowany, że nie zostanę uznany, za osobę pozbawioną kubków smakowych...ale ja po prostu lubię...wyroby czekoladopodobne.
Większości z Was przechodzą pewnie dreszcze z obrzydzenia na samo wspomnienie tego 'wynalazku'. Bo moja mama tak ma - "tego się nie da jeść" powtarzała za każdym razem, gdy błagalnym wyrazem twarzy, chciałem wyłudzić chociaż jedną tabliczką. Nie wiem, być może wynika to z faktu, iż nie dane mi było żyć w okresie, gdy czekolada była nieosiągalnym rarytasem, a półki wręcz uginały się od tej pseudo-czekolady.
W każdym razie, lubię wyroby czekoladopodobne...i się tego nie wstydzę;p



Ale koniec tej dygresji. Czas na pyszne, naprawdę, genialne ciasto. Pełne czekolady, bez dodatków jej "tandetnego surogatu". Ciasto intensywnie czekoladowe i takie...fudgy (przepraszam za to określenie ale nie mogę znaleźć wystarczająco dobrego zamiennika w języku polskim).


Przepis pochodzi z tej strony... i jest...obłędny!!!

Burak w tym cieście nadaje mu niezwykłą konsystencje, nie wpływa w żaden sposób na smak. Nie jest on wyczuwalny...o ile nie zmniejszycie ilości czekolady;) Raz, (ciasto jest takie świetne, że co jakiś czas, ląduje ponownie na naszym stole) chcą uzyskać idealny efekt, użyłem mojej ulubionej czekolady (cote d'or, gorzka, 70%). To był błąd: wstyd się przyznać ale połowę czekolady...wyjadłem w trakcie przygotowań... Ale nawet wtedy, delikatny buraczany aromat nie był "zbyt nachalny", a ciasto mimo to było pyszne!!!

Naprawdę polecam!!



Ciasto czekoladowo-buraczane

*250g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki
*3 duże jajka
*200g jasnego cukru muscovado
*100ml oleju słonecznikowego
*1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
*100g maki pszennej*
*1/4 łyżeczki sody oczyszczonej**
*1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
*50g mielonych migdałów
*250g surowych buraków

Piekarnik nagrzać do 180°C (termoobieg - 160°C, piekarnik gazowy – poziom 4). Tortownicę o średnicy 22cm posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Czekoladę połamaną na kawałki włożyć do miski, umieścić nad garnkiem z parującą wodą i rozpuścić, aż będzie lśniąca. Odstawić by lekko przestygła.
Jajka ubić z cukrem i oliwa za pomocą miksera przez około 3 minuty (najlepiej wpierw ubić jajka z cukrem i na końcu dodać olej). Mikser odstawić i za pomocą drewnianej łyżki bardzo delikatnie ‘wmieszać’ do masy jajecznej ekstrakt waniliowy, przesiana mąkę, sodę i proszek do pieczenia, oraz mielone migdały.
Buraki obrać i zetrzeć na tartce o drobnych oczkach, używając rękawiczek gumowych. Odcisnąć nadmiar soku. Do masy jajecznej dodać starte buraki i stopioną czekoladę. Całość delikatnie wymieszać.
Przełożyć masę do tortownicy i piec przez ok 50 – 60 min, robiąc próbę drewnianym patyczkiem. Piekarnik wyłączyć zostawiając w nim ciasto na chwile; później ciasto wyjąc i ostudzić na kratce.


* oryginalnie 100g maki pszennej z ulepszaczami (po co skoro i tak dodajemy proszek i sodę)
** oryginalnie 1/2 łyżeczki (zdecydowanie za dużo)

Polewę z kolei zrobiłem wykorzystując masę serową stąd (zrobiłem podwójną porcję)

*100g białej czekolady
*200g kremowego twarożku
*50g cukru pudru
*200ml kremówki

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Kiedy trochę ostygnie, rozpuścić w niej cukier. Wlać śmietankę do garnka, zagotować. Odczekać chwilę, zalać nią czekoladę, wymieszać do połączenia składników. Poczekać aż całkowicie ostygnie, dodać serek, dokładnie wymieszać. Włożyć do lodówki na kilka godzin. Rozsmarować na powierzchni ciasta.

czwartek, 18 lutego 2010

Chleb na zakwasie...ten pierwszy..



Chleb... W Polsce, otaczany niemalże czcią. Wiele osób, pomimo tego, iż jest on już czerstwy, stary, nie wyrzuca go, gdyż "to jest przecież chleb!".

Już Norwid pisał:
"Do kraju, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi Panie..."

W naszym kraju podstawa śniadań, często i kolacji.
Powiedzenia, przysłowia typu: "Kto ma chleb, ten ma wszystko", "Biedna to kraina, gdzie się chleb kończy, a kamień zaczyna", czy "Kto chleba nie chce, kija godzien" można wymieniać godzinami..

A ja? No cóż, aż wstyd się przyznać ale chleba po prostu nie lubię... Dziwi to wszystkich.. Mimo iż nie jem go już kilka lat, moja mama do teraz nie może tego zrozumieć. Oczywiście nie znaczy to, że nie wezmę go do ust, co to to nie, ale gdy mam jakąś alternatywę, wybieram co innego.

Patrząc jednak na te piękne, wyrośnięte bochenki na innych blogach, zapragnąłem i ja powrócić do korzeni i pobawić się w domowego piekarza. Nastawiłem swój zakwas (według tego przepisu), dzielnie go dokarmiałem, doglądałem, aż wreszcie uznałem, iż jest na tyle silny i dojrzały, ażeby udźwignąć ciężar mojego pierwszego chleba.

Postanowiłem zacząć od przepisu najprostszego, w który nie ma się co nie udać. Wybrałem przepis Liski. Chleb upiekłem, spróbowałem, zjadłem CAŁY kawałek, co jest dla niego najlepszą rekomendacją;)


































Chleb z San Francisco

2 łyżeczki suszonych drożdży
200 g mąki pszennej razowej
400 g mąki pszennej białej
1/2 łyżki cukru
2 łyżki octu balsamicznego (używam Aceto di Modena)
1 i 1/4 łyżeczki soli
250 g zakwasu żytniego lub pszennego
375 ml wody

do posmarowania: jajko wymieszane z 2 łyżkami śmietanki

Drożdże i cukier rozpuścić w wodzie i odstawić na 15 min.
Następnie dodać do niego 375 g mąki białej, zakwas, sól i ocet. Wymieszać, przykryć i odstawić do czasu aż podwoi swoją objętość, tj ok. 30 min.

Dodać pozostałą mąkę i zagnieść luźne ciasto. Wlać je do dwóch keksówek lub formy kwadratowej o boku 24 cm i odstawić by wyrosło.
Posmarować jajkiem.

Piekarnik nastawić na temp. 230 st. Kiedy się nagrzeje, wstawić chleb i piec 10 minut.
Następnie zmniejszyć temp. do 200 st C i piec kolejne 35 min.

Smacznego.

Co widać na zdjęciach, chleb wyszedł troszkę szkaradny.. Wg mamy, w żaden sposób nie wpłynęło to na jego walory smakowe. Mam jednak nadzieję, iż każdy kolejny bochenek, będzie milszy dla oka.

niedziela, 14 lutego 2010

Sernik waniliowy...idealny...



Kocham serniki!!! Nie ma drugiego tak pysznego ciasta! Mógłbym je piec i jeść codziennie. Na szczęście moja rodzinka i znajomi są również sernikolubni. Gdyby nie byli..mieliby spory problem. Dlaczego? Święta, urodziny, imieniny któregokolwiek z domowników, wszelkie spotkania rodzinne, spotkania z przyjaciółmi, imprezy-domówki...przy każdej nadarzającej się okazji, piekę sernik! Ba, piekę go nawet bez okazji, kiedy tylko znajdę wolną chwilę. Za każdym razem inny, za każdym razem pyszny. Powiedzcie sami, czy możecie sobie wyobrazić coś lepszego, niż porządna porcja tej serowej ambrozji???



Sernik waniliowy...idealny... (z okazji walentynek, w kształcie serduszka;)



Sernik z tego przepisu był moim pierwszym wypiekiem 'z internetu'. Jest też, jak na razie, jedynym sernikiem do którego powracam, jedynym, który piekłem kilkakrotnie. Z bardzo prostego powodu: jego smak jest po prostu obłędny. A poza tym, wciąż upomina się o niego moja rodzinka;))

W tak doskonałym przepisie, grzechem byłoby cokolwiek zmieniać. Ja jednak dokonałem dwóch małych modyfikacji. Po pierwsze, sernik piekłem w kąpieli wodnej, dzięki czemu ma on cudowną, lekko sypką, i jednocześnie wilgotną strukturę.. (Przy czym, pieczony normalnie tej jest genialny). Pod drugie, wymieniłem spód! Już tak mam, NIE-NA-WI-DZĘ ciasteczkowych spodów poddanych obróbce termicznej tj. upieczonych!!! Dla mnie są one po prostu okropne. (Ale co ciekawe, w serniczkach na zimno, bazę z masła i ciasteczek uwielbiam.) Dlatego, z całego serca, polecam wszystkim najlepszy spód, jaki w życiu jadłem, spód który daję do każdego sernika o 'neutralnym' smaku, jak i do każdego innego, gdzie pasuje lekka migdałowa nuta - znajdziecie go tutaj.

Spód idealny (moja uwaga: ciasta wychodzi bardzo dużo - piekąc sernik w tortownicy o śr. 27cm, biorę, za wyjątkiem żółtka, 2/3 składników). Cytuję za autorką:

• 250 g mąki
• 200 g schłodzonego niesolonego masła, pokrojonego na kawałki
• 125 g jasnego brązowego cukru
• 100 g zmielonych migdałów
• 1 duże żółtko

Wykonanie:

* W dużej misce wymieszać przesianą mąkę, masło, brązowy cukier, migdały i żółtko. Ręką szybko wyrobić ciasto i uformować kulę. Zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 30 minut.

* Formę wysmarować masłem. Ciasto (będzie dość miękkie) włożyć pomiędzy dwa kawałki folii przeźroczystej lub papieru do pieczenia i rozwałkować na placek nieco większy niż średnica formy. Ciasto przenieść do formy i wyłożyć nim spód a także bok na wysokość 2 cm. Schładzać w lodówce przez 2 godziny.

* Piekarnik nagrzać do 160 stopni. Ciasto przykryć papierem do pieczenia, formę ustawić na blasze i piec przez 20 minut. Zdjąć papier i piec przez kolejne 5 - 10 minut na złoty kolor. Dokładnie ostudzić.

No i przepis na sernik (cytuję za autorką):




Masa:

• 920 g twarogu trzykrotnie zmielonego
• 60 g miękkiego masła
• 225 ml śmietany kremówki
• 6 jajek
• 1 szklanka miałkiego cukru do wypieków
• 2 łyżeczki aromatu waniliowego
• wyłuskane ziarenka z 1 laski wanilii
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Dodatki: truskawki w gęstym syropie


Wykonanie:

* Masa: Twaróg przepuścić 3 razy przez maszynkę do mięsa. Wymieszać z masłem i śmietanką. Żółtka ubić z połową cukru. Białka ubić na pianę, pod koniec dodać resztę cukru. Wymieszać twaróg z żółtkami, dodać aromat, ziarenka wanilii, proszek do pieczenia, mąkę ziemniaczaną i pianę z białek.

* Masę serową wyłożyć na przygotowany spód. Przykryć folią aluminiową (jeśli chcemy zachować biały wierzch sernika). Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika i piec 50 minut, lub nieco dłużej jeśli masa serowa jest bardzo płynna. Po upieczeniu sernik nie będzie całkowicie ścięty (nie piecze się go do "suchego patyczka"), ale nie powinien też być płynny w środku tylko sprężysty. Po całkowitym wystudzeniu zdjąć obręcz formy i włożyć sernik do lodówki na całą noc, bez przykrycia. Podawać z truskawkami w syropie.


Walentynki...czyli czekoladowe pancakes z pomarańczową nutą



...nie świętuję walentynek.. Jak mało które 'święto', jest wyrazem wszechobecnej komercjalizacji, która to coraz brutalniej stara się wedrzeć w każdą sferę naszego życia. Dla mnie, dzień zakochanych jest każdego dnia.
Zawsze jest właściwy czas, ażeby przejść się ze swoją połówką na spacer, do kina, do kawiarni.
Zawsze jest odpowiedni moment, żeby obsypać miłość swego życia kwiatami.
Zawsze jest najlepsza chwila, by powiedzieć "Kocham Cię"...

..nie świętuję walentynek.. Ale to nie znaczy, że ich nie widzę, nie udaję, że ich nie ma. Dlatego przygotowałem dziś dwie propozycje kulinarne. Klasyczne, uniwersalne, które jednak poprzez takie, a nie inne kształty, idealnie wpasowują się w powszechną walentynkową 'psychozę';)


Walentynkowe, czekoladowe pancakes, z pomarańczową nutą
(przepis, z własnymi zmianami, za dorotus)



* 2 duże jajka
* 1 szklanka mleka
* 3 łyżki oleju
* 1,5 szklanki mąki (użyłem mąki pszennej razowej)
* 1/3 szklanki cukru
* 1 łyżka proszku do pieczenia (dałem 1 łyżeczkę)
* 3 łyżki kakao
* pół łyżeczki soli
* pół szklanki chipsów czekoladowych lub posiekanej czekolady (jaką lubicie)
(* pół łyżki świeżo startej skórki pomarańczowej)

Wszystkie składniki poza kawałkami czekolady zmiksować, na końcu wrzucić czekoladę, wymieszać.

Smażyć na minimalnej ilości oleju, z obu stron, odwracając na drugą stronę, gdy zobaczymy pęcherzyki powietrza na placku.



sobota, 13 lutego 2010

Po tłustym czwartku, szaleństw ciąg dalszy..


Dzień, może dwa, po tłustym czwartku, w głowie każdego kłębi się tysiąc myśli.. Po pierwsze, "czy uda mi się przeżyć cały dzień na jednej marchewce", ażeby odbić sobie kaloryczne pączkowo-faworkowe szaleństwa dnia poprzedniego, a po drugie, co zrobić z tą masą białek zalegających w lodówce. Owszem, można je zamrozić. Ale po co? Czyż nie lepiej spożytkować je od razu w jakiś smaczniejszy sposób?

Tym razem postawiłem, na chyba wszystkim już znany za sprawą Nigelli deser - Pavlovą. Uwielbiam tę chrupko-ciągnącą konsystencję bezy, która w połączeniu z aksamitną kołderką z bitej śmietany, z zatopionymi w niej soczystymi owocami, urasta do rangi prawdziwego kulinarnego arcydzieła!

Pavłova zimą stanowi swego rodzaju wyzwanie. Nie ma dostępu do świeżych malin, czy borówek, które to najbardziej tu pasują. Po długich rozmyślaniach, zdecydowałem się na użycie winogron. Efekt końcowy nie był jednak powalający. Dopiero okraszenie całości lekko kwaśnym, świeżo przygotowanym, malinowym sosem, dopełniło całość.

Gorąco polecam.

Pavlova (przepis, z małą zmianą, cytuję za dorotus76

Składniki:

* 6 białek
* 300 g miałkiego cukru
* 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej (można zastąpić ją skrobią ziemniaczaną)
* 1 łyżeczka białego octu winnego
* 500 ml śmietany kremówki (choć uważam, że połowa w zupełności wystarczy) - z powodu braku kremówki w lodówce, zmiksowałem duży grecki jogurt, z kremowym twarożkiem - efekt był genialny
* owoce sezonowe

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce miałkiego cukru, łyżeczkę mąki kukurydzianej i łyżeczkę octu.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec 1,5 godziny. Studzić w uchylonym piekarniku.

Wystudzoną bezę położyć na paterze dnem do góry, delikatnie zerwać papier. Wyłożyć na nią ubitą kremówkę (bez cukru) (w moim przypadku jogurt z twarożkiem). Udekorować owocami sezonowymi (na zdjęciu winogrona z sosem malinowym).

Sos malinowy:

* maliny (świeże lub rozmrożone)
* likier malinowy
* cukier puder

Maliny przetrzeć przez sito. Dosłodzić, dodać alkohol. Całość zagotować i ostudzić.

czwartek, 11 lutego 2010

Wszyscy mają pączki, mam i ja...



...a raczej "Wszyscy mają piękne pączki, a ja nie";)

Oto mój pączkowy debiut. Miały być mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach.. Wyszły nieco inne.. Chociaż nie, rzeczywiście, były mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach ale... No właśnie, ten pyszny środek otulony był niestety ciemną, chrupką, rozwarstwioną skorupką. Nie wiem dlaczego tak wyszło;( Pewnie smalec był za gorący. Jak nie wychodzą pączki, najlepiej wszystko zwalić na tłuszcz..

Ale tak to już jest, gdy totalny pączkowy laik, który nigdy nie robił pączków, nigdy nie widział nawet, jak ktoś robi pączki, porywa się na przepis, który (jak wynika z komentarzy) nie zawsze wychodzi bardziej doświadczonym ode mnie "wyjadaczom" pączków;)

Przepis mimo wszystko gorąco polecam, gdyż ciasto jest po prostu obłędne. Jeżeli macie większe doświadczenie w smażeniu na głębokim tłuszczu, koniecznie wypróbujcie (sam mam już w planach kolejne próby)



Przepis wg bajaderki

(mnie wyszło 31 pączków, mniejszych niż ze sklepu)


Paczki mojej mamy

Smak tych pączków pamiętam od zawsze...są pyszne! Mięciutkie, puszyste i ogromne, ale niestety dość czaso-pracochłonne

60 dag maki
12 1/2 dag masła
1 łyżka suchych drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
6 dag cukru
8 dużych żółtek
2 cale jajka
otarta skorka z jednej cytryny
kieliszek araku lub kilka kropel olejku arakowego
konfitura z róży do nadziania lub inny gęsty dżem

tłuszcz do smażenia

Mąkę przesiać. Masło, żółtka, jaja i cukier utrzeć na puszystą masę. Drożdże rozpuścić w mleku z łyżeczką cukru, pozostawić do wyrośnięcia - do drożdży można dodać łyżkę mąki. Wszystkie składniki dodać do mąki i wyrabiać około 1 godziny (w tym sekret dobrych pączków).
Ciasto będzie bardzo wolne. Zostawić do wyrośnięcia - około jednej godziny, aż podwoi objętość. Nabierać ciasto łyżką stołowa, maczaną w oleju. Formować płaskie placuszki, nadziewać konfiturą, zlepiać i układać na deseczce posypanej mąką (albo według rad Ziutki posmarowanej olejem) - przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia.
Tłuszcz rozgrzać w szerokim rondlu do temperatury 180 st.C na małym ogniu. Smażyć pączki aż będą złociste, przewracając w połowie smażenia.
Smażyć maksymalnie 3 pączki jednocześnie, przy dodaniu większej ilości pączków temperatura tłuszczu nagle się obniży i pączki zaczną wchłaniać tłuszcz.

wtorek, 9 lutego 2010

International Pizza Day part2



Jako prawdziwy pizzofil, nie byłbym sobą, gdybym w Światowym Dniu Pizzy ograniczył się tylko do jednego wypieku! Poznaliście już moją ulubioną-klasyczną pizzę, teraz czas na coś bardziej oryginalnego.

Z tym przepisem włączam się do akcji International Pizza Day!

Pizza na razowym spodzie, z karmelizowaną cebulką, gorgonzolą i orzechami włoskimi




Na wstępie ostrzegam: gdy Twoje zęby wgryzą się w to jednocześnie miękkie i chrupiące ciasto, a Twoje kubki smakowe poczują ten idealny mix słodkiej cebulki ze słoną gorgonzolą, wzmocniony delikatną orzechową nutą, natężenie bodźców może doprowadzić do obłędu...

Gorąco polecam, nie będziecie żałować.

Proporcje na pizzę o średnicy ok. 30cm

Ciasto:

* 125g mąki pszennej (najlepiej chlebowej, choć nada się każda)
* 125g mąki pszennej razowej
* 1 łyżeczka suchych drożdży
* 1 łyżeczka soli
* 1/2 łyżeczki cukru
* 150ml ciepłej wody
* 1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin

Wymieszać w misce mąkę z solą. Po środku utworzyć zagłębienie, do którego dodać drożdże, cukier, wodę i oliwę. Wyrabiać ciasto przez co najmniej 10min. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia.

Dodatki:



* 3 duże cebule (najlepiej czerwone)
* 100g gorgonzoli (lub innego sera z niebieską pleśnią np. Lazur)
* ok. 60g orzechów włoskich
* łyżka masła
* łyżka oliwy z oliwek extra virgin
* szczypta soli

Cebulę pokroić w piórka. W rondelku rozgrzać masło z oliwą. Wrzucić cebulę, posolić, dokładni wymieszać. Dusić na małym ogniu przez 25-30min, często mieszając. (Gdy cebulka zacznie za bardzo przywierać do dna, podlać niewielką ilością wody). Odstwić.

Ser pokroić w kostkę.

Orzechy pokroić ale nie za drobno! Podprażyć na suchej patelni.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na cienki placek o średnicy ok. 30cm. Położyć cebulę. Dodać orzechy. Posypać kostkami sera.

Piec 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 220stC.


Przepis można łatwo modyfikować, tworząc inne ciekawe kompozycje. Część gorgonzoli można zastąpić mozzarellą; orzechy włoskie, przed ułożeniem na pizzy, można zanurzyć w miodzie...


Pizza jest po prostu GENIALNA!!!




International Pizza Day




To nie przypadek, iż właśnie dziś rozpoczynam swoje blogowanie.. Toż to 9 lutego wypada Światowy dzień pizzy!! A ja pizzę po prostu uwielbiam..

Pizza to istny fenomen. Dawniej - posiłek włoskiej biedoty, obecnie - "obiad niedzielny" w wielu domach..
Jak mało które danie łączy całą rodzinę, gdy wszyscy rzucają się na ten gorący i zabójczo pachnący placek, ażeby załapać się na jak największy kawałek.
Z drugiej strony, jak mało który posiłek potrafi poróżnić znajomych, kiedy to podczas wizyty w pizzerii nadchodzi chwila wyboru dodatków.. Na szczęście, gdy tylko pizza wjeżdża na stół, wszystkie konflikty idą w zapomnienie.

International Pizza Day beze mnie?? Nigdy więcej...


Pizza, moja ulubiona

Każdy lubi inną. Jeden z mozzarellą, inny z żółtym serem. Niektórzy nie wyobrażają jej sobie bez prawdziwego sosu pomidorowego, innym wystarcza ketchup. Pieczarki, pepperoni, szynka, kukurydza, cebulka, kurczak, brokuły... Dla każdego coś dobrego. I najważniejsze...ciasto! Dla mnie to właśnie ono odgrywa decydującą rolę - nawet najlepsze dodatki nie zatuszują smaku kiepskiego drożdżowego placka. Mój ideał: gruby, puszysty i mięciutki spód, ale z chrupkimi brzegami. A ten właśnie taki jest:

Idealny spód (cytuję za dorotus76)

Składniki:

* 2 łyżeczki suchych drożdży (7 g)
* 1 łyżeczka cukru
* 2,5 szklanki mąki (375 g)
* 1 szklanka ciepłej wody (250 ml)
* pół łyżeczki soli
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1/4 szklanki kaszy mannej (40 g)

Połączyć drożdże, cukier, 1 łyżkę mąki i wodę (nie gorącą!) w małym naczyniu, mieszać do rozpuszczenia drożdży. Odstawić na 10 minut. Pozostała mąkę wymieszać z solą, dodać miksturę z drożdżami i oliwę, wymieszać. Wyrabiać ciasto przez około 5 minut, aż będzie elastyczne. Odstawić w ciepłe miejsce, na 1 godzinę, do podwojenia objętości.

Po tym czasie wyjąć ciasto na powierzchnię wysypaną połową kaszy mannej, zagnieść raz jeszcze. Wyłożyć do formy kwadratowej o boku 32 cm (u mnie dwie formy 17 x 27 cm), wysypanej na spodzie resztą kaszy.

Nałożyć sos, dodatki. Piec około 15 - 20 minut w temperaturze 220ºC.

Smacznego :)


Sos, po prostu genialny (znaleziony tutaj)


Składniki:

* 400g pokrojonych pomidorów z puszki
* 1 posiekany ząbek czosnku
* 2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin
* 2 łyżki porwanej, świeżej bazylii
* 1/2 łyżeczki cukru
* 1/4 łyżeczki suchych płatków chilli
* 1 łyżeczka suszonego oregano
* sól i pieprz do smaku

Wrzucić do rondla pomidory, czosnek, oliwę, cukier, chilli, trochę soli i pieprzu. Doprowadzić do wrzenia, a potem gotować na wolnym ogniu przez 25-30 minut. Dodać resztę przypraw. Ostudzić.

Moje ulubione dodatki:

* 1/2kg podduszonych pieczarek
* 3 pomidory, obrane ze skórki, bez pestek, pokrojone w plasterki
* 2 czerwone cebule, pokrojone w talarki
* spory kawałek papryki, pokrojony na kawałki
* duża garść kukurydzy z puszki
* 2 kule mozzarelli, starte + garść startego żółtego sera

PYCHA!!!!






Otom Wam ja...

Z wykształcenia student medycyny,
z zamiłowania kucharz...

Witam w moim małym kąciku pyszności;)

Zanim jednak zacznę prezentować swoje bardziej lub mniej wątpliwe "arcydzieła kulinarne" kilka słów o mnie..

Student trzeciego roku medycyny, cierpiący na wieczny brak czasu. Jednak gdy uda mi się wygospodarować chwilę dla siebie, wyganiam całą rodzinkę z mojego królestwa tj. kuchni, i zabieram się za to, co sprawia mi największą frajdę - pieczenie i gotowanie...

Nieraz łapię się na tym, iż w natłoku zajęć, zaliczeń, czy egzaminów zastanawiam się: od czego zacząć? Po którą książkę sięgnąć najpierw? Może poczytać histopatologię? Może przejrzeć mikrobiologię? Patofizjologia?? Czy farmakologia? W takich chwilach, niemalże automatycznie, moje ręce wędrują w jednym kierunku...w kierunku książki kucharskiej...

Witam wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam do śledzenia moich kulinarnych poczynań!


Related Posts with Thumbnails