wtorek, 28 września 2010

'Szarlotka z lodem'...ta najlepsza...


Wiem, wiem.. Mógłbym powiedzieć 'pojawiam się, i znikam, i znikam';)) Tym razem wracam już jednak na dobre. Wczoraj wróciłem z kolejnego, ostatniego już, wakacyjnego wypadu co niestety oznaczaj jedno: powrót na uczelnie.. Heh po prostu słabo mi się robi, gdy pomyślę, że już za tydzień, o tej porze, będę siedział na zajęciach. Ba, będę na nich siedział od 8 do 19.. Kto układa takie boskie plany??
Ale nie ma co się martwić na zapas;) Wszak mam jeszcze tydzień wakacji i zamierzam wykorzystać go na całego. Trzeba cieszyć się ostatnimi dniami pełnej swobody;))

Tak się akurat złożyło, że mój powrót zgrał się w czasie ze Dniem Jabłka, nad którym w naszej blogosferze, od kilku już lat, pieczę sprawuje Tatter.



Tym razem, nie mógł się on odbyć beze mnie...wszak jabłka kocham...choć nie zawsze tak było..

W moim domu, zanim to ja dorwałem się do piekarnika, 'funkcjonowały' tylko dwa ciasta z jabłkami.
Jabłecznik - jakże popularne ciacho, w którym warstwa musu jabłkowego, schowana jest między dwoma warstwami półkruchego ciasta...i...
'Szarlotka z lodem', która jednakowoż z lodem ma niedużo wspólnego (do ciasta trzeba po prostu dodać naprawdę lodowatej wody)..

To pierwsze, choć dobre, odcisnęło jednak trwały ślad w mej psychice, i stało się powodem, dla którego na wiele, bardzo wiele, lat, znienawidziłem jakże popularne w naszym kraja jabłka.
Muszę przyznać, że już w dzieciństwie nie należały one do mych ulubionych owoców... Traktowałem je jako niesmaczny przymus, który wszak musiałem znosić bardzo często. A to przez babcię, która była bardzo aktywną propagatorką jabłek... Specjalnie przygotowywała jedyną zjadliwą przeze mnie formę: dokładnie obranych ćwiartek.
(Sama, praktycznie 'od zawsze', zanim jeszcze w Polsce słyszano o dietetykach i ich radach, jadła dwa jabłka dziennie. Jak mawiała "rano dla urody, wieczorem dla zdrowia'.)

Przyszedł jednak dzień, w którym i obrane ćwiarteczki, przestały być przeze mnie tolerowane...a to wszystko przez...jabłecznik...

Nie wiem jak, nie wiem skąd ale pewnego dnia, dobrych kilkanaście lat temu, pojawiło się w moich domu mnóstwo jabłek. No i trzeba było je jakoś wykorzystać..
Co zrobiła moja mama? Upiekła jabłecznik. Caaałą blachę, którą ze smakiem pomogłem opróżnić. Potem następną, z której i ja kilka kawałków wszamałem. Kolejną, która także szybko zniknęła, z moją pomocą. A potem jeszcze jedną, i jeszcze jedną, i jeszcze jedną.. Po prostu, gdy na blaszce zostawał ostatni kawałek ciasta, mama zakasywała rękawy i zabierała się za kolejne. Efekt: znienawidziłem jabłka, znienawidziłem szarlotki, znienawidziłem wszystko, co miało coś wspólnego z tymi owocami.

Po latach jabłkowej abstynencji, z 2 lata temu, złamałem się. Kierowany nie tyle sympatią, co rozsądkiem studenta medycyny;) (wciąż gorąco podsycanym przez babcię, za co jestem jej szalenie wdzięczny) sięgnąłem po jabłko, tym razem z własnej, nieprzymuszonej woli. I wiecie co?? Po prostu się zakochałem..
No i wcinam jabłka..rano dla urody, wieczorem dla zdrowia, a i wciągu dnia, od tak, bo lubię:)) I choć zjem prawie każde, dla twardego, kwaśnego i zielonkawego glostera, czy ligola jestem w stanie oddać bardzo wiele.




Tak jak polubiłem jabłka, tak też powróciła moja sympatia do wypieków z nimi. Dziś już bez grymasu na twarzy sięgam po kawałek jabłecznika. Innymi szarlotkami także zajadam się ze smakiem. Ale szczególnym uczuciem darzę tą jedną jedyną, szarlotkę z lodem, do której pozostał we mnie olbrzymi sentyment. A dlaczego??

Przenieśmy się jeszcze na chwilę wstecz, do mojego dzieciństwa, zanim mama skrzywdziła mnie obfitością placka z jabłkami;))
Szarlotka z lodem była w moim domu utożsamiana ze smakiem absolutnym. Rzadko bywała jednak na naszym stole, mama uznawała ją wszak, za bardzo...niepraktyczną. Na samą nazwę tego ciacha, cała rodzinka momentalnie zjawiała się w kuchni, i dzielnie dzierżąc talerze w dłoni, czekała na swoją porcję. Bo porcję, każdy z domowników miał tylko jedną. I dlatego mama jej nie piekła: pracy miała sporo, a blaszka pustoszała w ciągu 5 minut.
Nie da się opisać słowami mego uczucia do tej szarlotki, po prostu ją uwielbiam. Tak bardzo, że przez całe swoje życie, NIGDY nie było dane mi spróbować jej, po wystudzeniu, nigdy nie znalazłem w sobie dość cierpliwości, żeby czekać aż wystygnie..

Cienkie, idealnie kruche, maślane i niesłodkie ciasto, wspaniale komponuje się z kawałkami jabłek okraszonymi cynamonem, z delikatną cytrynową nutą.

Ciasto mojego dzieciństwa, które z całego serca polecam każdemu!!!




'SZARLOTKA Z LODEM'
(przepis za Burda - Wykwintna kuchnia na każdy dzień)

Składniki:
Ciasto:
*250g mąki
*175g masła
*szczypta soli
*6 łyżek lodowatej wody

Nadzienie:
*1kg kruchych jabłek
*sok i skórka z 1 cytryny
*2 czubate łyżki cukru (użyłem brązowy demerara)
*1 torebka cukru waniliowego (u mnie z prawdziwą wanilią)
*odrobina cynamonu i imbiru
*50g rodzynek (pominąłem)
*2 czubate łyżeczki mąki ziemniaczanej
*marmolada morelowa
*cukier puder

Z mąki, tłuszczu i soli zrobić za pomocą widelca kruszonkę. Dodać lodowatą wodę i zagnieść. (Włożyć na godzinę do lodówki). Rozwałkować na 1 większy i 1 mniejszy okrągły placek. Tortownicę (o śr. 23cm) wyłożyć większym plackiem, nakłuć kilkakrotnie widelcem. Obrane, wypestkowane cząstki jabłek wymieszać z sokiem z cytryny, cukrem, cukrem waniliowym, cynamonem, imbirem, rodzynkami i mąką ziemniaczaną, rozłożyć na spodzie ciasta, przykryć mniejszym plackiem, brzegi mocno przycisnąć. Piec ok 40 minut w temperaturze 200stC. Jeszcze gorącą osmarować podgrzaną marmoladą morelową, po wystudzeniu polać lukrem z cukru pudru (lub po prostu posypać cukrem pudrem).

piątek, 3 września 2010

Lubię...oj lubię..Fudge Truffle Cheesecake (sernik czekoladowy)


W blogosferze buszuje nowa zabawa "Lubię...". Większość z Was już pewnie ją zna, większość już zapewne stworzyło swoje własne Top-listy. Dziś przyszedł czas na mnie:))
Do zabawy zaprosiły mnie Nicole, Ola, Lo oraz Majanka.. Dziękuję Wam bardzo:)))

Oto moje TOP 10:

Lubię spędzać czas z M., moją very-very-best-friend, która dzielnie znosi moje dziwne, czasem szalone i absurdalne pomysły, która nie patrzy na mnie krzywo, gdy jak mantrę powtarzam: 'poróbmy coś aktywnego';))) Kocham ją za to:))

Lubię, siedząc nad stertą książek, zawalony nauką myśleć "co by było gdyby..co by było gdybym tak rzucił medycynę??"..i snuć wizję swojego idyllicznego życia, bez podręczników, bez nauki, bez kolokwiów..

Lubię dostawać to, na co mam ochotę, w chwili, gdy tego chcę;)) Choćby miało to np. oznaczać dziesiątki telefonów do wszystkich lokalnych piekarni, bom będąc na wakacjach, niedzielnym popołudniem zapragnął świeżutkiej drożdżówki..

Lubię...planować. Co wieczór, leżąc w łóżku, ustalam własne menu na następny dzień; wychodząc z domu, mam już w głowie cały 'plan podróży', co, gdzie, kiedy; przed rozpoczęciem nauki zawsze liczę ilość stron (odejmując ilustracje;)) do opanowania, ustalając wcześniej, godzinę zakończenia pracy;), idąc do centrum handlowego wiem, do których sklepów wejdę, w jakiej kolejności je obskoczę itd itp...ale...

..lubię, gdy rzeczywistość miło mnie zaskakuje, gdy nieoczekiwanie wkrada się w mój plan coś nowego, coś co burzy mój cały zaplanowany porządek.

Lubię amerykańskie seriale.. Zarówno te 'branżowe' (np. dr House), jak i te bardziej 'głupkowate' niczym Gossip Girl;))

Lubię...kręcić bioderkami i wginać swoje ciałko w rytmie Madonny, czy Lady Gagi;))

Lubię książki wszelakie; czytać, oglądać, wertować, wąchać..

Lubię
buszować po sklepach z ciuchami, godzinami przechadzać się między wieszakami, oglądać, przymierzać, kupować.. A najbardziej kocham ten moment, kiedy wchodząc do sklepu, już z daleka, widzę uśmiechające się i machające do mnie rureczki, im węższe, tym lepsze;))

No i wreszcie.. Lubię, bardzo lubię, ba!, uwielbiam pieczone serniki...tak jak i ten pyszny Fudge Truffle Cheesecake..o którym niżej;))

Do dalszej zabawy zapraszam najnowszych 'durszlakowiczów', gdyż chętnie dowiem się czegoś więcej o 'nowych' uczestnikach naszej społeczności;)))

Kawę
Ozzie
Pat
Jagienkę
EVE
Baaaranka
Gruszkę z fartuszka
Kaligulę
Justin&Dorothy
Wegan

No ale wracając do ciacha..



Przepis na nie znalazłem szukając inspiracji na smaczne wykorzystanie puszki słodkiego mleka skondensowanego zalegającego w spiżarni.. Widziałem kilka ciekawych propozycji, do wypróbowania w przyszłości, ale żadna nie była tą, na którą miałem w danej chwili ochotę.
Już chciałem spałaszować jeden z moich ulubionych smakołyków tj. 'Skondensowane mleko słodzone, wyjadane łyżką prosto z puszki';)) gdy zobaczyłem ten serniczek. A jako że na sernik mam ochotę zawsze i wszędzie, klamka zapadła..

I absolutnie nie żałuję tej decyzji. Sernik jest pyszny!! Jest intensywnie czekoladowy, u mnie z delikatną, pomarańczową nutą w tle, ma przecudną konsystencję, tak inną, niż 'tradycyjne' serniki..

Polecam..




FUDGE TRUFFLE CHEESECAKE (SERNIK CZEKOLADOWY)

(Tortownica o średnicy 24 cm)
(przepis z moimi drobnymi zmianami np. fantastycznego przepisu Joanny)

Masa serowa:
*300g gorzkiej czekolady (u mnie 2xLindt 70%, 1xLindt Orange Intense)
*700g sera śmietankowego (użyłem Piątnicy)
*440g słodzonego mleka skondensowanego
*4 duże jajka
*2 płaskie łyżki mąki
*2 łyżki ekstraktu waniliowego

Składniki masy (oprócz czekolady) powinny mieć pokojową temperaturę.
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, przestudzić.

Oprócz powyższych, przygotować kilka kartek z gazet typu Wyborcza. Są one potrzebne do owijania tortownicy z sernikiem. Kolorowe czasopisma i gazetki reklamowe się nie nadają! Muszą to być zwykle, codzienne, miękkie szmatławce! Zmoczone łatwo chłoną wodę i potem ją oddają w postaci pary wodnej. Dzięki temu ciasto pozostaje wilgotne, nie pęka na wierzchu i łatwo odchodzi od ścianek tortownicy. Para wodna z mokrych gazet spełnia poniekąd rolę kąpieli wodnej.

Przygotować gazety: kartkę złożyć wzdłuż na pół i jeszcze raz na pół. To samo zrobić z drugą kartką. Przygotowane opaski włożyć do miski napełnionej zimną wodą . Położyć na nich coś ciężkiego, by nie wypływały.
Piekarnik nagrzać do 250 stopni.

Ser zmiksować z mlekiem skondensowanym na gładką masę. Dodać roztopioną czekoladę, mąkę, ekstrakt waniliowy i jajka (po jednym). Miksować krótko, na małych obrotach, tylko do połączenia składników!
Masę serową wylać do formy. Tortownicę postawić na blasze do pieczenia. Boki owinąć przygotowanymi mokrymi opaskami z gazety. Wstawić ciasto do nagrzanego do 250 stopni piekarnika na 10 minut, po czym wyjąć. Nie bać się, nie opadnie! Piekarnik wystudzić do 160 stopni. Opaski zdjąć i jeszcze raz namoczyć w wodzie. Ponownie owinąć formę i wstawić do piekarnika na około 50 minut. Po wyjęciu z piekarnika studzić około 10 minut, po czym ostrożnie zdjąć obręcz tortownicy. Wystudzić całkowicie ciasto, a potem wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na cała noc.

Related Posts with Thumbnails