Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lipca 2011

Na jagody...Malinowo-jagodowe-czekoladowe tartaletki



"Po co szukać jagód w lesie, skoro można iść na rynek i kupić??" Takie stwierdzenie słyszałem w swoim życiu nie raz.. Efekt? Nigdy w życiu nie byłem 'na jagodach'.. Mało tego..nigdy nie szukałem w lesie poziomek, czy jeżyn, a do zeszłego roku, grzybów..

No, nie byłem na jagodach.. Choć rok temu było blisko, kiedy to jadąc z M. leśną drogą zaproponowałem: Może się zatrzymamy i poszukamy jagód..
Tak też zrobiliśmy. Był jednak mały problem..ba, nawet kilka.. Żadne z nas nie wiedziało czy w tamtym lesie rosną jagody, czy jeszcze owocują, ani w ogóle jak takie jagodowe krzewinki wyglądają;))) Pospacerowaliśmy po lesie, powylegiwaliśmy się na polanie...i wróciliśmy do miasta, wstępując na targ po jagody;))) Tak zakończyła się nasza pierwsza jagodowa wyprawa..

Nie odpuściłem jednak tak łatwo.. Postanowiłem spróbować i w tym roku...przygotowując się jednak należycie! I tu z nieocenioną pomocą przyszła Kabamaiga.. Nie dość, że dzięki jej filmikowi dowiedziałem się, jak takie krzewinki wyglądają, to dzięki jej radom, uniknąłem bezmyślnej wyprawy do lasu w szortach i sandałkach.. Kabamaigo, dziękuję Ci bardzo:*

M. wypytała babcię gdzie znajdziemy jagody...i tak tydzień temu wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy do lasu oddalonego o ponad 60km w poszukiwaniu tych przepysznych fioletowych kuleczek!

Dzień był piękny, las uroczy, jagodzin mnóstwo, jagód...niewiele;) Tak właściwie to prawie w ogóle;) Tak...pół dnia spędziliśmy wytężając wzrok w poszukiwaniu jagódek, a znaleźliśmy ich raptem 30.. Cóż było robić..zapakowaliśmy się z powrotem, wstąpiliśmy do sklepu po gotowe ciasto francuskie..i upiekliśmy kilka rogalików.. O jagodziankach wypchanych po brzegi pysznym nadzieniem mogliśmy zapomnieć;)))



Dzisiejsze tarteletki chodziły za mną już od dłuższego czasu.. Gdy zobaczyłem je u Viri rok temu...to była miłość od pierwszego wejrzenia! Bo czy można się nie zakochać w czymś tak uroczym...i tak pysznym??

Nie oszukujmy się..to nie są ciastka z rodzaju "O Boże..Goście idą, a ja nie mam nic do kawy!". Przygotowanie poszczególnych elementów zajmuje trochę czasu, ale widząc i próbując efekt finalny, nie żałuję ani minuty spędzonej nad nimi..

W przepisie zmieniłem dwie rzeczy.. Jeżyny zastąpiłem jagódkami, jako że moja bezgraniczna miłość do niech, nie pozwoliła mi uczynić inaczej...jak i zastąpiłem malinowy krem muślinowy szybkim, jagodowym kisielem home-made;) Chciałem w ten sposób uzyskać ten piękny fioletowy kolor, skrócić trochę czas przygotowywania, jak i odjąć choć kilka kalorii;)))

Całość jest po prostu FENOMENALNA!!!!!!! Viri - mistrzowska kombinacja! Dzięki Ci bardzo:)



Malinowo-jagodowe-czekoladowe tartaletki (przepis za Viri, z drobnym, własnymi zmianami)

kruche ciasto czekoladowe:
  • 75 g miękkiego masła
  • 45 g cukru pudru
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
  • 30 g jajek
  • szczypta soli
  • 100 g mąki pszennej tortowej
  • 35 g gorzkiego kakao
Zmiksować masło i cały czas je miksując dodawać pozostałe składniki. Dokładnie wyrobić ciasto, uformować je w kulę, lekko spłaszczyć i owinięte w folie spożywczą włożyć do lodówki na godzinę. Następnie ciasto rozwałkować, wyłoży nim foremki do tartaletek (u mnie 7). Na cieście położyć krążek z papieru do pieczenia i wsypać na to fasolki/ryż. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C i piec 10 - 12 minut. Zdjąć papier i fasolki i piec jeszcze 5 - 8 minut. Wystudzić.


ganache czekoladowy:
  • 115g śmietanki kremówki
  • 125g czekolady mlecznej
Posiekać czekoladę. Śmietankę zagotować i zalać czekoladę. Wymieszać dokładnie aż do całkowitego rozpuszczenia czekolady. Schłodzić w lodówce.


biszkopt czekoladowy:
  • 200 g białek
  • 120 g cukru
  • 100 g żółtek
  • 50 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 30g gorzkiego kakao
Ubić białka z cukrem na sztywną pianę przy pomocy miksera. Dodać żółtka i zacząć lekko mieszać całość przy pomocy trzepaczki. Po trochu dodawać przesiane mąki i kakao. Gładkie ciasto wyłożyć na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyrównać całość szpatułką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piec 10 minut. Wystudzić.



syrop:
  • 300g wody
  • 150g cukru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki likieru czekoladowego (u mnie Bailey's)
Zagotować wodę z cukrem. Zdjąć z ognia, dodać ekstrakt i alkohol. Ostudzić.


mus:
  • 750g serka mascarpone
  • 500ml śmietanki kremówki 30%
  • 200g cukru pudru
  • 5 listków żelatyny
  • 300g świeżych malin
  • 300g świeżych jeżyn (u mnie jagódki)
Żelatynę namoczyć, następnie rozpuścić w kąpieli wodnej. Serek zmiksować z ubitą śmietaną i cukrem. Do żelatyny dodać kilka łyżek masy serowej, zamieszać. Przelać do pozostałego kremu i zmiksować. Większą część kremu wylać do dużej formy wyłożonej
papierem do pieczenia, powciskać równomiernie owoce, wylać drugą część i schłodzić.


Polewa jagodowa:
  • 100g jagód
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 15g cukru demerara
  • 25ml wody
  • płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej
Wszystkie składniki wrzucić do rondelka. Rozgnieść jagody widelcem, zagotować. Gotować ok 1.5 - 2 minuty. Przetrzeć przez sito. Wystudzić.



Montaż tartaletek.
Przy pomocy metalowej, okrągłej foremki z biszkoptu powycinać krążki wielkości tartaletek (wewnątrz). Korpusy z ciasta przy pomocy pędzelka wysmarować wewnątrz (dno i boki) ganache czekoladowym. Krążki biszkoptu zanurzyć w syropie, włożyć do wnętrza korpusów z ciasta. Wierzch posmarować ganache. Przy pomocy tej samej okrągłej foremki powycinać krążki z zastygniętego kremu z mascarpone. Ułożyć je na tartach. Polać je polewą i wygładzić wierzchy. Ozdobić owocami i listkiem melisy. Schłodzić w lodówce przez godzinę.

niedziela, 23 stycznia 2011

Niezastąpione pierniczki mamy Basi, NAJLEPSZE!



Jeszcze przez chwilę pozostańmy w korzennych klimatach.. Mam nadzieję, że wraz z końcem Bożego Narodzenia, nie porzuciliście piernikowych smaków. Bo jeśli o mnie chodzi...to ja się dopiero rozkręcam;)) Tak jak na początku grudnia, po dłuższej przerwie, zaprzyjaźniłem się z przyprawą do piernika na nowo, tak do teraz się z nią rozstać nie mogę, ba, rzekłbym nawet, że nasze stosunki są coraz częstsze i intensywniejsze;))

Pierniki kocham, to chyba oczywiste. Mógłbym je jeść, jeść i jeść. Chyba nie ma dla mnie lepszych małych słodkości. Dlatego postanowiłem odnaleźć te, które staną się tymi najulubieńszymi. Intensywnie szukałem, porównywałem, piekłem i testowałem...ostatnio w sumie z 7 przepisów...no i znalazłem...

...'Niezastąpione pierniczki mojej Mamy', bo tak nazwała je Basia, są naprawdę fantastyczne! Po prostu najlepsze!



Bardzo korzenne, intensywne w smaku. Dodatek karmelu, mielonej kawy i skórek, a u mnie także wyrazistego, mojego ulubionego, miodu gryczanego, nadaje tym ciastkom niesamowity aromat, lekko pikantny, taki intrygujący. Nigdy wcześniej nie jadłem podobnych pierników, nigdy też nie jadłem równie smacznych.

Jedyna zmiana o którą się pokusiłem to dodatek kakao do ciasta. Po prostu wolę ciemne pierniczki. No i swoich wypieków także nie lukrowałem. W zeszłym roku tak namęczyłem się przy zabawie z lukrem, naprzeklinałem się jak jeszcze nigdy, postanowiłem więc tą czynność zarzucić. Poza tym uważam, że choć na takie pierniczki pokryte 'śnieżną' dekoracją może i przyjemniej się patrzy, warstwa lukru niszczy głębię korzennego smaku, ujmuje piernikom ich tożsamość;)) tj. są po prostu mniej smaczne;))



Jeśli wciąż szukacie swoich ulubionych pierników, wypróbujcie koniecznie i te... Nie pożałujecie..

NIEZASTĄPIONE PIERNICZKI MAMY BASI
(przepis za Basią) proporcje na ~300 pierniczków:

*1,25 kg mąki
*50dag (a nawet 75dag) cukru
*30dag miodu
*10dag masła
*2 jajka
*łyżka sody
*po łyżce cynamonu, imbiru, kardamonu, gałki muszkatołowej, startej skórki pomarańczowej i cytrynowej (dodaje tez czasem mielonego czarnego pieprzu i goździków)
*5-6 łyżek dobrej mielonej kawy
(* czubata łyżka kakao)

Z 5-ciu łyżek cukru uprażyć karmel i zalać około szklanką wody, dodać masło, miód. Mąkę wymieszać z przyprawami, sodą i cukrem (ew. dodać kakao), wbić jaja i dodać przestudzoną masę z karmelem. Zagnieść ciasto i włożyć do lodówki na co najmniej 24 godziny. Wycinać serca i piec w 175st.C około 10 minut.
Polukrować (lub nie;)), pozwolić im nawilgnąć (lub nie;)) i zajadać :)

środa, 22 grudnia 2010

Wracam...z ciasteczkami...


Gosh! Wolę nie patrzeć na datę poprzedniego posta..i tak wiem, że było to straaaasznie dawno temu.. Co się działo przez ten czas?? Gdzie byłem?? Co robiłem??
Tak!! Zgadliście...uczyłem się;p Życie.. Ale nie myślcie, że całymi dniami siedziałem nad książkami, co to to nie! Gdyż w tym czasie to i do Gdańska wpadłem na weekend (na koncert Lady Gagi:))) i do Katowic zajechałem na chwilę (po spodnie w moim rozmiarze, niedostępnym w Poznaniu;)
W kuchni też wiele czasu spędziłem, wszak ze cztery 'wigilie' już zaliczyłem (z moimi wypiekami ma się rozumieć;), jak i wielu znajomym do prezentu dorzuciłem słodki upominek. Trufelki, ciasteczka, pierniczki, krówki... Wszystko co można zapakować, i dzielić się z bliskimi:))



Ale cóż, zajęcia się skończyły, toż i jestem z powrotem z Wami. I na pierwszy ogień idą...kruchusieńkie, bardzo maślane, rozpływające się wręcz w ustach, przepyszne Cranberry Noel... Gdy je pierwszy raz zobaczyłem u Bei, a było to z dobre kilkanaście miesięcy temu, od razu się w nich zakochałem, od razu zapragnąłem je zrobić. Coś mnie jednak plany pokrzyżowało...i po ponad rocznym 'leżakowaniu' wreszcie są... Przyznaję..żałuję każdego dnia zwłoki.. Gdy pomyślę, że mogłem się nimi zajadać już w zeszłoroczne święta..
Ale zrobiłem je teraz, i strasznie się z tego cieszę. Znajomi, dość licznie obdarowani tymi ciachami, też byli zachwyceni! Polecam z całego serca!!



CRANBERRY NOEL
(przepis cytuję za Beą)

175 g masła
75 g cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
szczypta soli
1 łyżka mleka
250 g mąki
30 g posiekanych pistacji
40 g suszonej żurawiny

+ ewentualnie 1 białko oraz 50 g drobno posiekanych pistacji do obtoczenia ciasteczek

Masło utrzeć w misie, dodać cukier puder, sól, mleko i utrzeć do białości; dodać pistacje i pokrojoną na mniejsze kawałki żurawinę, następnie dodać mąkę i dobrze wszystko wymieszać. Podzielić ciasto na dwie części i z każdej uformować wałeczek o średnicy ok. 4 cm. Można posmarować ciasto białkiem po czym obtoczyć wałeczki w drobno posiekanych pistacjach (nie obtaczałem). Zawinąć w folię i umieścić w zamrażalniku na ok. 20-30 minut. Następnie pokroić na 5-7 mm. ‘plasterki’. Układać na blasze wyłożonej papierem (niezbyt blisko siebie) i piec ok. 10-12 minut w temp. 200°. Wystudzić na kratce i przechowywać w hermetycznym pudełku.

Smacznego!




Ciasteczka dorzucam do akcji Cudawianki:))

niedziela, 23 maja 2010

Brioszki czekoladowe z kremem waniliowym WP#74


Już od dłuższego czasu przyglądam się zmaganiom w Weekendowej Piekarni.. Nigdy jednak nie załapałem się na wspólne pieczenie, a to z braku czasu, a to z powodu innych, wcześniej zaplanowanych wypieków..

Jednak, gdy tylko zobaczyłem przepis wybrany przez Viridiankę, na tę edycję WP, nie mogłem się powstrzymać, musiałem upiec te pyszne brioszki. Wszak Viri wybrała dobrze mi znany przepis, i tak baaardzo przeze mnie lubiany;)) Jeszcze tego samego dnia pobiegłem do sklepu po wszystkie niezbędne składniki, a w piątek, zaraz po powrocie z zajęć, zabrałem się, za robienie ciasta, aby móc cieszyć się smakiem tych fantastycznych, maślanych bułeczek, podczas sobotniego śniadania.

Kto robił już te drożdżówki, wie zapewne, że praca z tym ciastem do najłatwiejszych nie należy.. Wgnieść taką ilość masła nie jest prostą sprawą..za to jaką relaksującą;)




Wczorajszy poranek, w pełni wynagrodził mi jednak trudy związane z wyrabianiem ciasta. Gdy osłaniając żaluzje, oślepiło mnie 'wściekle' świecące słońce na bezchmurnym niebie, od razu poczułem takiego kopa, że już dwie godziny później siedziałem na ogródku zajadając się pysznymi drożdżówkami.
Czy możecie wyobrazić sobie lepsze rozpoczęcie dnia, niż cieplutkie, słodkie briosze, jedzone na trawce, w gorący, słoneczny poranek?? Bo ja nie...tym bardziej teraz, widząc za oknem szare, zachmurzone niebo i liście drzew uginające się od ciężaru kropel wody...

Viri, dzięki wielkie za wybór tych pysznych bułeczek..dzięki nim, i otaczającej aurze miałem wczoraj wspaniałe, iście wiosenne śniadanko;)))

(przepis za Gospodynią tej edycji WP)



UWAGA: Ciasto i krem przygotowujemy w dzień poprzedzający pieczenie, ciasto musi spędzić w lodówce 12 godzin.

przepis podaję za Asią z Kwestii Smaku, z moimi drobnymi zmianami w nawiasach

BRIOSZKI CZEKOLADOWE Z KREMEM WANILIOWYM


składniki na 24 małe lub 16 większych sztuk

ciasto:

* 2 łyżeczki suchych drożdży instant
* 2 łyżki ciepłej wody
* 500 g mąki
* 50 g cukru
* 1 i 1/2 łyżeczki soli (ja dałam 1 łyżeczkę)
* 5 jajek
* 350 g niesolonego masła, bardzo miękkiego (ja swoje zmiększam pozostawiając przez noc w temp. pokojowej, dobrej jakości masło nie jest jednak na tyle miękkie nawet po tym czasie, więc warto potem przez 10-20sek ocieplić je w mikrofali - ale nie rozpuszczać!)

krem Pâtissière:

* 250 ml mleka
* 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
* 3 żółtka
* 50 g cukru (polecam użyć cukru z prawdziwą wanilią)
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej (polecam zwiększyć ilość do 3-4, by krem był gęstszy i nie wypływał podczas rośnięcia oraz pieczenia bułeczek)

dodatkowo:

* 120 g posiekanej ciemnej czekolady deserowej
* 1 roztrzepane jajko z łyżką mleka na glazurę

Ciasto: Drożdże wymieszać z ciepłą wodą i odstawić na 10 - 15 minut (po tym czasie drożdże powinny się spienić, jeśli nic się nie dzieje, należy powtórzyć z innymi drożdżami). Do dużej miski przesiać mąkę, dodać rozpuszczone w wodzie drożdże, cukier, sól i 3 jajka. Składniki wymieszać drewnianą łyżką. Stopniowo dodawać pozostałe 2 jajka, wyrabiając ciasto ręką. Wyrabiać przez około 10 minut aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Można też wyrabiać mikserem, specjalnym hakiem do ciasta drożdżowego, początkowo na wolnych obrotach, później zwiększyć do średnich.
Stopniowo dodawać masło, po dwie łyżki, mieszając lub miksując. Szybko dodawać kolejne 2 łyżki masła, jak tylko poprzednie zmiesza się z ciastem. Miskę przykryć przeźroczystą folią i odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów, do czasu aż podwoi swoją objętość, na około 1 i 1/2 do 2 godzin. Uderzyć pięścią w ciasto, ponownie przykryć i wstawić do lodówki na noc.


Krem: Zagotować mleko w rondlu. W plastikowej misce ubić mikserem żółtka z cukrem, następnie zmiksować z mąką ziemniaczaną. Stopniowo dolewać gorące mleko, ciągle miksując. Przelać do rondla i zagotować. Gotować na średnim ogniu przez około 2 minuty lub dłużej, ciągle miksując. Zdjąć z ognia, wymieszać z ekstraktem z wanilii i przelać do czystej miski. Przykryć i schłodzić w lodówce.


Ciasto rozwałkować na lekko posypanej mąką powierzchni, na prostokąt o wymiarach około 30 x 45 cm, cienki na 1/2 cm. Rozsmarować zimny krem na powierzchni ciasta, posypać kawałeczkami czekolady. Złożyć krótsze boki ciasta do środka, tak aby spotkały się pośrodku, przekroić ciasto w tym miejscu na dwie części. Każdą połówkę pokroić w poprzek na 12 pasków (lub 8). Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odległości 2 cm od siebie. Luźno przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na około 1 i 1/2 godziny.
Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Wierzch ciasta posmarować lekko roztrzepanym jajkiem. Piec na złoty kolor przez około 15 - 20 minut. Studzić na blasze ustawionej na metalowej kratce.

sobota, 1 maja 2010

Drożdżówki..najlepsze..


Zdarzyło Wam się kiedyś, żeby Wasze wypieki zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach? Żeby po chwili nieuwagi, blacha nagle całkowicie opustoszała??
Mi tak..

Długo zastanawiałem się, czy wrzucać na bloga te drożdżóweczki, tj. czy wrzucać je już teraz. Myślałem, czy nie wstrzymać się chwili, upiec je ponownie, UWAŻNIE PRZYPILNOWAĆ, i strzelić kilka ładniejszych fotek...

Nie wytrzymałem.. Musiałem podzielić się z Wami tym perfekcyjnym przepisem.. Każdy dzień zwłoki, z publikacją tego postu, to o jeden dzień mniej dla Was, żeby je wypróbować;)))

Ale po kolei.. Kiedy natknąłem się na ten cudowny przepis na blogu Lo, od razu wiedziałem, że prędzej, czy później, drożdżówki te powstaną i w mojej kuchni. Co ciekawe, była to moja pierwsza wizyta na Pistachio, bardzo dłuuga wizyta - przeczytałem wtedy chyba wszystkie wcześniejsze posty...i po prostu zakochałem się w tym blogu.. Teraz goszczę tam regularnie..

Trzy tygodnie temu, gdy zjedliśmy wszystkie wielkanocne słodkości, nadszedł ten wielki dzień. Przyszykowałem wszystkie składniki, chcąc upiec bułeczki z połowy porcji, na próbę. Wyszło mi wtedy 8 średnich drożdżówek z masą marcepanową, która pozostała mi od świąt. Niestety, o żadnym zdjęciu mowy być nie mogło, gdyż wraz z mamą i tatą wręcz rzuciliśmy się na nie, opróżniając blaszkę, nie tracąc nawet czasu na sięgnięcie po talerz, czy pójście do stołu. Bułeczki zostały pożarte nad blachą.. Były naprawdę obłędne...

Dlatego też, gdy w zeszłym tygodniu zabierałem się za robienie sernika pomyślałem, iż warto upiec coś 'na dziś', skoro ten musi przeleżakować noc w lodówce. Wybór od razu padł na te bułeczki. Niestety, w lodówce miałem tylko 100ml kremówki - siłą rzeczy musiałem zrobić ponownie z połowy porcji.

Wyjąłem drożdżówki z piekarnika, wkładałem właśnie do niego sernik, kiedy w kuchni zrobiło się strasznie tłoczno - nagle moja mama przestała oglądać film, tata skończył pracować na komputerze, a siostra akurat zrobiła sobie przerwę w nauce. Dopiero po chwili zorientowałem się, że ów tłum nie jest zwykłym tłumem gapiów chcących podziwiać moją 'ciężką' pracę w kuchni, a grupą wygłodzonych sępów, chcących tylko zjeść mój wypiek. Z trudem wyrwałem JEDNĄ bułeczkę dla siebie. Sernik się piekł, mogłem spokojnie zacząć sesję zdjęciową, z moją pyszną, rumianą drożdżóweczką. Pstryknąłem pierwszą fotkę i nie wytrzymałem...ugryzłem.. Była nieziemska... Mięciutka, idealnie maślana, z pyszną migdałową kruszonką i ulubionym nadzieniem z ricotty. Niebo w gębie. Z trudem powstrzymałem się, od zjedzenia całej. Zrobiłem drugie zdjęcie, kiedy zadzwonił telefon. Pobiegłem odebrać..

Gdy wróciłem..no cóż..talerzyk był pusty.. Moja bułeczka zniknęła;(( Do dziś nie wiem co się z nią stało. Widocznie któryś z domowych łakomczuchów nie wytrzymał.. Który? Mogę się tylko domyślać;)

Czyż może istnieć lepsza rekomendacja dla tego przepisu???

Gorąco polecam...

Lo! Dziękuję Ci za ten przepis, i za Twojego bloga!! Uwielbiam..



PACHNĄCE DROŻDŻÓWKI

(przepis za Lo)

* 500 g maki
* 40 g świeżych drożdży
* 1/2 szklanki (125 ml) mleka
* 3/4 szklanki (200 ml) śmietanki kremówki
* 2 żółtka (piekąc z połowy porcji też dałem 2)
* 100 g drobnego cukru
* 80 g rozpuszczonego masła
* wyskrobane ziarenka z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnej esencji
waniliowej
* skórka starta z 1 cytryny
* szczypta soli
* 1 rozbełtane jajko (zastąpiłem skondensowanym mlekiem słodzonym)

* ulubione nadzienie: u mnie ricotta, ze szczyptą cukru i odrobiną jogurtu naturalnego..

Drożdże rozcieramy z cukrem i dodajemy resztę składników (oprócz rozbełtanego jajka i nadzienia). Wszystko miksujemy końcówkami do ciasta drożdżowego (haki). Wymieszane ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę (w piekarniku nagrzanym do 30 stopni na pół godziny). Ciasto dzielimy na 12 porcji. Każdą porcję lekko rozpłaszczamy, nakładamy nadzienie (1 łyżkę) i tworząc kulę zlepiamy końce. Bułeczki kładziemy na blasze (łączeniem do dołu) wyłożonej papierem do pieczenia do ponownego wyrośnięcia. Smarujemy rozbełtanym jajkiem (lub mlekiem skondensowanym) (można też jeszcze posypać cukrem lub zrobić kruszonkę) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 - 180 stopni C. Pieczemy na złoto (około 20 minut). Pyszne są jeszcze ciepłe.

Kruszonka migdałowa
(też z przepisu Lo - do posypania bułeczek wystarczy 1/3 podanych składników)

* 1 1/3 szklanki mąki
* 1/2 szklanki cukru
* 3/4 łyżeczki cynamonu
* 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
* 6 łyżek (30ml) rozpuszczonego masła
* 50-70g płatków migdałowych

Wymieszać suche składniki, dodać masło i przy pomocy widelca zrobić kruszonkę. Dodać płatki migdałowe, wymieszać.

wtorek, 30 marca 2010

Ciasteczka.. Kruche. Maślane. Pyszne...



Uwielbiam jeść drobne, kruche ciasteczka. Kocham ich maślany smak. Gdy sięgnę po jedno, nie mogę przestać - biorę drugie, trzecie..aż nie będzie już co brać;))
Nie lubię jednak robić tych drobnych, kruchych ciasteczek. A może powinienem napisać 'nie lubiłem'.. Tak, nie lubiłem! Do wczoraj..

Moje dotychczasowe 'ciasteczkowe' przygody, a raczej jedna przygoda, dość skutecznie zniechęciły mnie do podejmowania kolejnych prób. Na baaardzo długi czas.

Za ciastka wziąłem się po raz pierwszy wiele lat temu. Miałem wówczas może 12 lat i 'fazę' na wszystko co 'angielskie': nie piłem nic innego, niż 'English breakfast tea, namiętnie oglądałem BBC mimo że nie wiele tam rozumiałem, na święta Bożego Narodzenia domagałem się puddingu, a na biurku miałem oprawione zdjęcie królowej Elżbiety II, w której po cichu...się podkochiwałem;))
Dlatego też, gdy znalazłem przepis na 'angielskie ciasteczka'..po prostu musiałem je zrobić.

Jak to ja, nikogo nie dopuściłem do pomocy. Wyrzuciłem wszystkich z kuchni, otworzyłem książkę kucharską i zabrałem się do pracy. Po 10 minutach miałem wszystkiego serdecznie dość!! Ciasto w ogóle nie chciało ze mną współpracować, było tak twarde, że swoimi wątłymi rączkami, którymi ledwo trzymałem wałek, nie dawałem sobie z nim rady. Gdy już w końcu udało mi się uzyskać odpowiednią grubość ciasta, ów ciasto okazało się tak kruche, że ciasteczka łamały mi się w dłoniach, gdy przenosiłem je na blachę. I choć końcowy efekt smakowy był genialny, pot i łzy towarzyszące mi podczas robienia tych Biscuits, zniechęciły mnie na długie lata, do podjęcia jakiejkolwiek ciasteczkowej próby.

Poza tym, nie musiałem - kilka lat później odkryłem małą piekarenkę, z której 'kruche domowe' jem do dziś..

Gdy kilka dni temu zobaczyłem na jednym z moich ulubionych blogów - w Ilonkowie, śmietankowe ciasteczka, zakochałem się w nich od pierwszego wejrzenia. Ich kolor, taki maślany, podbił moje serce;) Postanowiłem zaryzykować, wypróbować...i nie żałuję. A wręcz przeciwnie! Ciastka są przepyszne. Kruche, delikatne, takie listkujące. Bardzo podobne do ciasta francuskiego. Mniami...

Ciasteczka robi się w 5 minut, dosłownie. Byłem tym faktem tak mile zaskoczony, że postanowiłem iść na żywioł i upiec coś jeszcze. Otworzyłem listę przepisów 'do wypróbowania' i odnalazłem ciasteczka, o których marzyłem od dawna, ale jakoś nigdy nie miałem odwagi ich upiec. Ujął mnie ich ich wygląd..i nazwa. Melting moments.. Muszę przyznać, że doskonale oddaje ona charakter tych ciastek. One naprawdę rozpływają się w ustach.. Są obłędne..

Reasumując: Uwielbiam jeść drobne, kruche ciasteczka..i uwielbiam je robić...

ŚMIETANKOWE CIASTECZKA Z CUKREM



Składniki na około 60 sztuk:

* 28 dag mąki pszennej
* 25 dag masła (jak najlepszej jakości - ja do kruchego ciasta ZAWSZE używam
masło z Kościana)
* 5 łyżek gęstej śmietany
* 1 żółtko
* 1 białko do posmarowania, cukier kryształ do posypania

Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować, wykrajać niezbyt cienkie ciasteczka. Posmarować białkiem i posypać cukrem (mocno, bo w składnikach ciasteczek nie ma przecież cukru). (Ja włożyłem już wycięte ciastka na ok godz. do lodówki). Piec na blaszce wysmarowanej margaryną i posypanej kaszą manną około 17 - 20 minut, w temperaturze 175ºC, aż będą lekko zarumienione.



(Zamiast bawić się w smarowanie blachy, piekłem ciasteczka na pergaminie. I chyba troszkę za długo je przetrzymałem w piecu, gdyż, niestety, nie są już tak śliczne, jak te u Ilki:((


MELTING MOMENTS




*210g mąki
*60 gram skrobi kukurydzianej (użyłem śmietankowego budyniu bez cukru)
*1/4 łyżeczki soli
*30g cukru pudru
*227g masła w temp. pokojowej
*1 łyżeczka esencji waniliowej

*cukier puder do obtoczenia

Wymieszać mąkę, skrobię i sól. Odłożyć. W drugiej misce 'ubić' mikserem masło z cukrem (ok. 2min), dodać esencję. Do masła dodać suche składniki, dokładnie wymieszać. Szybko zagnieść, uformować kulkę, włożyć na godzinę do lodówki.
Formować z ciasta kuleczki o średnicy ok. 2,5 cm, układać na pergaminie.

Piec 12-15 minut w temp ok. 177st. C.

Odstawić do przestygnięcia na ok 5-10 minut, po czym obtoczyć każde ciastko w cukrze pudrze.


piątek, 26 lutego 2010

Soufflé Tart, czyli czekolada dobra na wszystko..



Każdy z nas miewa gorsze dni. Dni, kiedy nasze plany niekoniecznie się spełniają, dni, które przynoszą pewne rozczarowanie..

Gdy taki nadejdzie, jak dziś, idę do kuchni i zaczynam gotować, piec. Mieszanie, ucieranie, ubijanie..pozwalają mi zapomnieć..


Gdy taki nadejdzie, jak dziś, sięgam po czekoladę..
Czyż istnieje lepszy sposób na poprawę humoru, niż pachnąca tabliczka gorzkiej czekolady? Ja nie znam lepszego sposobu.. No, chyba, że Soufflé Tart..



Soufflé Tart

(przepis znalezłem tutaj)

ciasto:

*130g masła
*80g cukru pudru
*szczypta soli
*ziarenka z 1 laski wanilii
*25g zmielonych migdałów
*1 jajko
*200g mąki
*10g kakao

Przesianą mąkę wymieszać z cukrem, kakao, migdałami, wanilią i solą. Utrzeć z cukrem. Dodać jajko, zagnieść szybko ciasto, zawinąć w folię. Schłodzić w lodówce kilka godzin.
Piekarnik nagrzać do 180stC. Ciastem wykleić formy do tarteletek. Piec ok 15-20min.

Nadzienie:

*80g czekolady (użyłem 70%Lindt - lepiej jednak sprawdziłaby się tu mleczna czekolada)
*3 żółtka
*3 białka

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Wymieszać z żółtkami. Białka ubić na sztywną pianę, wymieszać z masą czekoladową.
Mus przelać do tarteletek, piec 10 min. w 180stC. Ostudzić.


czwartek, 11 lutego 2010

Wszyscy mają pączki, mam i ja...



...a raczej "Wszyscy mają piękne pączki, a ja nie";)

Oto mój pączkowy debiut. Miały być mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach.. Wyszły nieco inne.. Chociaż nie, rzeczywiście, były mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach ale... No właśnie, ten pyszny środek otulony był niestety ciemną, chrupką, rozwarstwioną skorupką. Nie wiem dlaczego tak wyszło;( Pewnie smalec był za gorący. Jak nie wychodzą pączki, najlepiej wszystko zwalić na tłuszcz..

Ale tak to już jest, gdy totalny pączkowy laik, który nigdy nie robił pączków, nigdy nie widział nawet, jak ktoś robi pączki, porywa się na przepis, który (jak wynika z komentarzy) nie zawsze wychodzi bardziej doświadczonym ode mnie "wyjadaczom" pączków;)

Przepis mimo wszystko gorąco polecam, gdyż ciasto jest po prostu obłędne. Jeżeli macie większe doświadczenie w smażeniu na głębokim tłuszczu, koniecznie wypróbujcie (sam mam już w planach kolejne próby)



Przepis wg bajaderki

(mnie wyszło 31 pączków, mniejszych niż ze sklepu)


Paczki mojej mamy

Smak tych pączków pamiętam od zawsze...są pyszne! Mięciutkie, puszyste i ogromne, ale niestety dość czaso-pracochłonne

60 dag maki
12 1/2 dag masła
1 łyżka suchych drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
6 dag cukru
8 dużych żółtek
2 cale jajka
otarta skorka z jednej cytryny
kieliszek araku lub kilka kropel olejku arakowego
konfitura z róży do nadziania lub inny gęsty dżem

tłuszcz do smażenia

Mąkę przesiać. Masło, żółtka, jaja i cukier utrzeć na puszystą masę. Drożdże rozpuścić w mleku z łyżeczką cukru, pozostawić do wyrośnięcia - do drożdży można dodać łyżkę mąki. Wszystkie składniki dodać do mąki i wyrabiać około 1 godziny (w tym sekret dobrych pączków).
Ciasto będzie bardzo wolne. Zostawić do wyrośnięcia - około jednej godziny, aż podwoi objętość. Nabierać ciasto łyżką stołowa, maczaną w oleju. Formować płaskie placuszki, nadziewać konfiturą, zlepiać i układać na deseczce posypanej mąką (albo według rad Ziutki posmarowanej olejem) - przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia.
Tłuszcz rozgrzać w szerokim rondlu do temperatury 180 st.C na małym ogniu. Smażyć pączki aż będą złociste, przewracając w połowie smażenia.
Smażyć maksymalnie 3 pączki jednocześnie, przy dodaniu większej ilości pączków temperatura tłuszczu nagle się obniży i pączki zaczną wchłaniać tłuszcz.

Related Posts with Thumbnails