Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lipca 2011

Sexy Swedish Buns


Nareszcie! Tak oczekiwany..jakże upragniony..koniec! Koniec sesji.
Najdłuższej, najcięższej..do tej pory, najgorszej.. Na tyle wyczerpującej, iż po raz pierwszy od początku studiów, zarzuciłem swój 'słodki rytuał'.
Idąc na każdy egzamin, mam zawsze w głowie to, co upiekę po jego zakończeniu.. Ot tak, jako taką drobną nagrodę za cały trud włożony w przygotowania do niego;) Nie inaczej było w czwartek..miały być jagodzianki. Ciepłe, pachnące wanilią, wypchane jagodami.. Zaraz po egzaminie, w strugach deszczu wpadłem na ryneczek po kubek jagód.
(Btw..to takie niesprawiedliwe.. Idziesz na egzamin, 32st w cieniu.. 2.5 godziny później wychodzisz z sali, cieszysz się wakacjami, które właśnie się zaczynają...a tu zimny prysznic..dosłownie..szaro, mokro, zimno! Nie ma jak to udany początek wakacji;)

Jednak gdy dotarłem do domu..padłem..'padłem na twarz' i już nie powstałem;) Dlatego nie będzie jagodzianek...ale coś niemniej dobrego..zrobionego dwa tygodnie temu, ażeby umilić sobie naukę, też zresztą z jagodami..


Jagody to zdecydowanie mój nr 1 wśród owoców. Ale tylko te 'prawdziwe', leśne, nie jakieś tam borówki. Mogę je jeść bez końca...jednak...baardzo rzadko używam je do wypieków.. Dlaczego? Uważam, że są...zbyt dobre;)) Tak..moim zdaniem, choć ciasto na dodatku jagód zyskuje, same owoce na tym tracą;)) Nie znaczy to, że nie jem jagodzianek..o nie, nic z tych rzeczy.. Po prostu nie zwykłem ich piec.

Co zatem robię z jagodami, które kupuję wręcz w hurtowych ilościach? Jak je jem;)? Po prostu, lekko rozgniecione z ricottą, dosłodzone odrobiną miodu.. Jak dla mnie nie ma nic lepszego!!! Zazwyczaj taki mix wyjadam łyżeczką prosto z miseczki. Czasem smaruję nią podpieczone na chrupko kawałki razowca. Nadziewam nią również naleśniki, czy z dodatkiem odrobiny śmietanki i pokruszonej białej czekolady mieszam z gorącym makaronem.. Uwielbiam..w każdej postaci..


Co do bułeczek..zdecydowanie nie są dla osób, które wzdrygają się na samą myśl o wszechobecnym soku z jagód..na rękach, na twarzy, na blacie, na ścianach;) Bułeczki brudzą, i to zarówno podczas ich robienia, jak i podczas jedzenia. Brudzą..ale dostarczają przy tym tyle frajdy...taki powrót do dzieciństwa, gdy więcej brudu oznaczało tylko lepszą zabawę..

Pyszne! Zwłaszcza jeszcze ciepłe, odrywane kawałek po kawałku..


(Drobna uwaga...Jamie podaje, iż jest to porcja na 8 bułeczek..prawda jest taka, iż wychodzi 8 olbrzymich buł;)) Śmiało można pokusić się na uformowanie 10 mniejszych)



Sexy Swedish Buns
/8 sztuk - na podst. Jamie Does; cytują za Liską, z drobnymi zmianami w nawiasach/


Ciasto:
  • 7 g drożdży instant
  • 375 ml ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 2 duże jajka
  • szczypta soli
  • 200 g cukru pudru
  • 50 g topionego masła
  • 800 g mąki pszennej
  • 15 g masła
  • 75 g brązowego cukru
Nadzienie:
  • 400 g jagód
  • 75 g cukru pudru
  • 1 pomarańcza

Drożdże rozpuścić w mleku.
Odstawić.
Jajka ubić z solą w misce, dodać kardamon, cukier, masło, 500 g mąki i drożdże. Ubijać aż wszystko zacznie przypominać gęstą, klejącą masę. Dodać resztę mąki. Przełożyć ciasto na stolnicę i zagnieść ciasto. Będzie gładkie i lśniące. Przykryć je miską i odstawić na 1 h do wyrastania.

Jagody połączyć z cukrem w misce i lekko je rozgnieść tłuczkiem do ziemniaków. (Dodać skórkę otartą z pomarańczy i sok z połowy owocu).
Dużą blachę do pieczenia wyłożyć papierem, położyć na nim kilka kawałków masła i posypać połową brązowego cukru.

Ciasto rozciągnąć dłońmi na prostokąt nieco większy niż kartka A4.
I teraz, uwaga, brudna robota ;) :
Na nim ułożyć połowę jagód (bez soku) i złożyć ciasto na trzy (najpierw jeden, potem drugi brzeg do środka). Potem delikatnie ugniatać ciasto, by równomiernie rozprowadzić w nim jagody.

Ciasto podzielić na 8 części. Każdą część rozciągnąć na długi prostokąt następnie zwinąć krótszym brzegiem do środka.
Bułki ułożyć na blasze, zostawiając między nimi odstępy, by swobodnie rosły. Resztę jagód (bez soku) wsypać na bułki i delikatnie wcisnąć owoce w ciasto. Polać odrobiną jagodowego sosu, posypać resztą brązowego cukru.
Odstawić do wyrastania na 20 minut.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić bułki i piec ok. 25-35 minut - powinny być rumiane i chrupiące.
Podawać gorące :)

piątek, 31 grudnia 2010

Nasierowska i Gessler, czyli prawdziwy makowiec...


Pomyślicie: "zwariował! Makowiec na sylwestra??".. Ba, dla niektórych nawet makowiec na Boże narodzenie jest czymś egzotycznym, nieznanym. U mnie w domu jednak, od kiedy tylko pamiętam, strucla z makiem gościła na stole i w Wielkanoc, i na Boże Narodzenie, i w sylwestra. Z myślą o ostatnim dniu roku, podczas przedświątecznych wypieków, specjalnie pieczemy więcej makowców, mrozimy, a gdy nadejdzie TEN dzień, jak dziś, po prostu go wyciągamy i możemy ponownie cieszyć się cudownym smakiem krucho-drożdżowego ciasta, skrywającego we wnętrzu wilgotną, pełną bakalii masę makową.

Kiedyś makowce były domeną mojej babci, potem pałeczkę przejęła mama. Do dziś pamiętam, jak wraz z babcią mieliliśmy mak, duuuużo maku, gdyż znaczną jego część wyjadałem wprost z miski, ot zmielony mak, a później, po dodaniu miodu i bakalii...wyjadałem go jeszcze więcej;))
Minęło parę lat, makowce zaczęła robić mama, maszynka do mielenia poszła w odstawkę. W domu zapanowała era 'masy makowej w puszce'. Wiadomo, smak już nie ten.. Choć muszę przyznać, wiodący producenci tych mas, w ciągu ostatnich lat, zrobili wielkie postępy. Ich początki nie były zachęcające, otwarta puszka 'na kilometr waliła strasznie intensywnym i wybitnie syntetycznym aromatem migdałowym', coś strasznego! Dziś jest inaczej, tegoroczne puszki był nawet całkiem całkiem..

Jasne jest jednak, że nawet najlepsza masa makowa z puszki nie ma się co równać z prawdziwą, pachnącą naturalną wanilią, własnoręcznie robioną, tą domową. Dlatego w tym roku postanowiłem 'zaszaleć';) Poza struclami mojej mamy, z pieca wyszły też dwie śliczne, równiutkie strucle mojego autorstwa:))

Z wyborem nadzienia nie miałem najmniejszych wątpliwości - wszak na mikołaja, Magda Gessler, na swoim facebookowym profilu podała przepis na masę makową swojej babci Ireny. Ja, wraz ze swoją fascynacją p. Magdą, nie mogłem nie spróbować tej masy. Co prawda, jak to zwykle bywa z jej przepisami, zapomniała dodać, kiedy dorzucić niektóre składniki, dlatego upchnąłem je według własnego uznania;)
Z ciastem też nie miałem większych dylematów..21 stron komentarzy, wychwalających przepis Zofii Nasierowskiej (podany na cin cinie) zrobił na mnie wrażenie...tak jak i gotowe ciasto zresztą.

Efekt przeszedł moje oczekiwania. Pyszne, miłe w obsłudze ciasto, aromatyczna, pełna bakalii, zyskująca z każdym dniem masa makowa. Genialne połączenie.

(Robiąc ciasto z całej porcji i masę makową z połowy, wyszły mi dwie długaśne strucle)



Moi drodzy,
życzę Wam udanej zabawy sylwestrowej, oraz szczęśliwego Nowego Roku, pełnego niezapomnianych chwil, spełnionych marzeń i samych pysznych, 'prawdziwych' smaków:)))


MAKOWIEC


Ciasto z przepisu na makowiec wg Zofii Nasierowskiej (za Joanną z cin cin)

*50 dag mąki tortowej
*6 dag drożdży (ja daję 5 dag)
*10 dag cukru - pudru
*1/2 szklanki kwaśnej, gęstej śmietany
*20 dag masła
*1 jajko
*3 żółtka
*otarta skórka z cytryny
*1/2 utłuczonej laski wanilii
*szczypta soli

Mąkę przesiać na stolnicę. Drożdże rozetrzeć z 2 łyżkami cukru -pudru, wymieszać ze śmietaną. Do mąki dodać resztę cukru, masło, posiekaną wanilię, przesiekać. Dodać rozmącone jajko, żółtka i śmietanę. Szybko zagnieść niezbyt ścisłe ciasto. Podzielić je na 2 części. Każdą rozwałkować na prostokąt, nałożyć masę makową i zwinąć.
Pergamin wysmarować masłem. Zwinięte strucle przenieść na pergamin i włożyć do podłużnych blaszek. Wstawić do piekarnika (120 stopni) nie domykając drzwiczek (zapomniałem uchylić, a i tak wszystko było ok). Jak podrosną (25 -30 min.) zwiększyć płomień do 180 stopni, zamknąć piekarnik i piec jeszcze 30 minut.



Przepis na masę makową podany przez Magdę Gessler
(w nawiasach moje adnotacje; cyt. za autorką)

*pół kilo niestęchłego i nie tureckiego maku. Niebieskiego polskiego maku
*litr mleka tłustego
*laska wanilii
*200 gr drobnych blond rodzynek
*50 gr rumu
*szklankę czarnej zaparzonej herbaty
*kieliszek amaretto
*pipetką odmierzona kropla zapachu migdałowego. Dozwolone do 2 kropli - nigdy więcej!
*Skórki smażonej pomarańczowej pełen kubek
*200 gr orzechów włoskich nie zjełczałych
*200 gr migdałów lekko zrumienionych, obranych
*skórka 4 cytryn umytych i otartych na najcieńszej tarce
*kogiel-mogiel z 6 żółtek - cukru szklanka
*6 białek na końcu ubitych z odrobiną soli
*Kostka masła
*szklanka miodu lipowego lub wrzosowego

Parzymy mak w mleku, czyli do wrzącego mleka wsypujemy cały mak. Dodajemy laskę wanilii przekrojona na pół wzdłuż. W tym czasie rodzynki wrzucamy do wrzącej herbaty z rumem, aby były miękkie i otwarte.

Kiedy mak będzie rozcierał się w palcach, wylewamy go na drobne sito.
Na patelni rozpuszczamy masło, aż do momentu, kiedy zacznie pachnieć orzeszkiem laskowym, wrzucamy na wielką patelnię zmielony (3 krotnie - cienkie sito) mak. Dodajemy wszystkie bakalie, skórki i miód (w tym momencie dodałem też aromat migdałowy - 1 kroplę!;). Rodzynki odsączamy z herbaty. Prażymy wszystko, aż zacznie pachnieć. Robimy kogiel-mogiel na puch i kiedy mak odstawiony z ognia ostygnie i będzie letni dodajemy kogiel-mogiel. Mieszamy dokładnie...

Ubijamy białka na sztywno i też dodajemy do całej masy makowej. (Na koniec wlałem 50ml amaretto). Już jest gotowy mak do makowca. Ma być rzadki - jak gęsta śmietana.

wtorek, 20 lipca 2010

Toż to znowu ja...i moje cytrynowe bułeczki z malinami.. WP#81



"Studenci medycyny tak mają..nigdy nie mają na nic czasu.
A jak już go mają...to i tak nie potrafią go wykorzystać"

Takie słowa usłyszałem ostatnio od jednego pana doktora podczas moich wakacyjnych praktyk w szpitalu.. Cóż, chciałbym się z nim nie zgodzić...ale coś w tym jest. Od jakiegoś czasu mam już wakacje:))) Sesja zakończona, a teraz, już ostatnie dni praktyk. Tak, wiem, dłuuuugo mnie tu nie było. Pomyślicie: pewnie po masakrycznych egzaminach leży teraz do góry brzuchem i nie chce mu się nawet palcem kiwnąć;)) Otóż nie. Mam wakacje, a ja, zamiast wylegiwać się na słoneczku, rozluźniony, zrelaksowany...biegam spięty całymi dniami, z przerażeniem patrząc na zegarek i licząc 'ile się tym razem spóźnię na kolejne spotkanie?'.. Skąd ten pośpiech? Skąd to spięcie? Ano pan doktor ma rację. Chyba gdzieś w tym całym swoim studiowaniu zatraciłem zdolność do gospodarowania swoim wolnym czasem. Trochę nieudolnie staram się nadrobić wszystkie zaległe spotkania ze znajomymi, które od jakiegoś już czasu odraczałem na 'po sesji'.. I teraz mam, biegam z miejsca na miejsce, ze spotkania na spotkanie, z imprezy na imprezę.. I ciągle nie mam na coś czasu...
A prawda jest taka, że tego straconego czasu już nie da się nadrobić..ale próbować zawsze można;)

Ale dość użalania się nad sobą..do rzeczy.. Tym razem wracam do Was wraz z bułeczkami, które Majanka wybrała do lipcowej edycji Weekendowej Piekarni, z pokaźnych zasobów Liski. Wracam z bułeczkami, niezwykle puszystymi, delikatnie cytrynowymi, słonecznie żółtymi.. Muszę przyznać, że szczególnie ujął mnie ich piękny kolor (wynikający zapewne z użycia prawdziwych, wiejskich jaj), oraz genialny zapach unoszący się w domu podczas ich pieczenia..

Od siebie dodałem jedynie kilka malin dodanych do środka kilku bułeczek, dla pełniejszego smaku, większej wilgotności...i ślicznego wyglądu;))

Dziś tylko tyle.. Biegnę nadrobić zaległości u Was, na Waszych blogach.. Troszkę się tego uzbierało...
Pozdrawiam serdecznie...i obiecuję, że z następnym wpisem nie będę się już tak ociągać;)))

Majanko, dziękuję za wybranie tego smakowitego przepisu...

BUŁECZKI DELIKATNIE CYTRYNOWE WP #81



Ciasto:
* 300 g mąki (użyłem ok. 310g)
* 6 g drożdży świeżych (lub 1 łyżeczka drożdży instant)
* 100 ml mleka
* 60 g cukru
* 60 g rozpuszczonego i ostudzonego masła
* 2 jajka
* skórka starta z 1 cytryny
* 3/4 łyżeczki soli

Do posmarowania i posypania: 1 jajko, płatki migdałów

Ew. kilka malin do włożenia do środka bułeczek



Wykonanie:

Mąkę przesiać, zrobić w niej wgłębienie. Wkruszyć drożdże i rozpuścić je w części mleka wymieszanego z 1 łyżeczką cukru. Pozostawić na 5 minut.
Po wyrośnięciu zaczynu dodać resztę składników, mleko wlewać stopniowo. Wyrabiać ok. 10 min, aby uzyskać miękkie, elastyczne ciasto.
Pozostawić do podwojenia objętości na 2-2,5 h.

Wyrośnięte ciasto położyć na blacie, delikatnie nacisnąć, by odgazować i podzielić na 9 części. Z każdej uformować bułeczkę (niektóre nadziałem malinami) i ułożyć je obok siebie w wysmarowanej masłem blaszce o średnicy 20 cm (użyłem tortownicy o średnicy 16 cm)
Przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrastania (około 1,5 godziny).
Bułeczki posmarować jajkiem wymieszanym z łyżeczką wody, posypać płatkami migdałów.

Piekarnik nagrzać do 200 st C (piekłem w 180 st. C), wstawić wyrośnięte bułeczki i piec ok. 30 minut.
Ostudzić na kuchennej kratce.
Smacznego!


niedziela, 23 maja 2010

Brioszki czekoladowe z kremem waniliowym WP#74


Już od dłuższego czasu przyglądam się zmaganiom w Weekendowej Piekarni.. Nigdy jednak nie załapałem się na wspólne pieczenie, a to z braku czasu, a to z powodu innych, wcześniej zaplanowanych wypieków..

Jednak, gdy tylko zobaczyłem przepis wybrany przez Viridiankę, na tę edycję WP, nie mogłem się powstrzymać, musiałem upiec te pyszne brioszki. Wszak Viri wybrała dobrze mi znany przepis, i tak baaardzo przeze mnie lubiany;)) Jeszcze tego samego dnia pobiegłem do sklepu po wszystkie niezbędne składniki, a w piątek, zaraz po powrocie z zajęć, zabrałem się, za robienie ciasta, aby móc cieszyć się smakiem tych fantastycznych, maślanych bułeczek, podczas sobotniego śniadania.

Kto robił już te drożdżówki, wie zapewne, że praca z tym ciastem do najłatwiejszych nie należy.. Wgnieść taką ilość masła nie jest prostą sprawą..za to jaką relaksującą;)




Wczorajszy poranek, w pełni wynagrodził mi jednak trudy związane z wyrabianiem ciasta. Gdy osłaniając żaluzje, oślepiło mnie 'wściekle' świecące słońce na bezchmurnym niebie, od razu poczułem takiego kopa, że już dwie godziny później siedziałem na ogródku zajadając się pysznymi drożdżówkami.
Czy możecie wyobrazić sobie lepsze rozpoczęcie dnia, niż cieplutkie, słodkie briosze, jedzone na trawce, w gorący, słoneczny poranek?? Bo ja nie...tym bardziej teraz, widząc za oknem szare, zachmurzone niebo i liście drzew uginające się od ciężaru kropel wody...

Viri, dzięki wielkie za wybór tych pysznych bułeczek..dzięki nim, i otaczającej aurze miałem wczoraj wspaniałe, iście wiosenne śniadanko;)))

(przepis za Gospodynią tej edycji WP)



UWAGA: Ciasto i krem przygotowujemy w dzień poprzedzający pieczenie, ciasto musi spędzić w lodówce 12 godzin.

przepis podaję za Asią z Kwestii Smaku, z moimi drobnymi zmianami w nawiasach

BRIOSZKI CZEKOLADOWE Z KREMEM WANILIOWYM


składniki na 24 małe lub 16 większych sztuk

ciasto:

* 2 łyżeczki suchych drożdży instant
* 2 łyżki ciepłej wody
* 500 g mąki
* 50 g cukru
* 1 i 1/2 łyżeczki soli (ja dałam 1 łyżeczkę)
* 5 jajek
* 350 g niesolonego masła, bardzo miękkiego (ja swoje zmiększam pozostawiając przez noc w temp. pokojowej, dobrej jakości masło nie jest jednak na tyle miękkie nawet po tym czasie, więc warto potem przez 10-20sek ocieplić je w mikrofali - ale nie rozpuszczać!)

krem Pâtissière:

* 250 ml mleka
* 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
* 3 żółtka
* 50 g cukru (polecam użyć cukru z prawdziwą wanilią)
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej (polecam zwiększyć ilość do 3-4, by krem był gęstszy i nie wypływał podczas rośnięcia oraz pieczenia bułeczek)

dodatkowo:

* 120 g posiekanej ciemnej czekolady deserowej
* 1 roztrzepane jajko z łyżką mleka na glazurę

Ciasto: Drożdże wymieszać z ciepłą wodą i odstawić na 10 - 15 minut (po tym czasie drożdże powinny się spienić, jeśli nic się nie dzieje, należy powtórzyć z innymi drożdżami). Do dużej miski przesiać mąkę, dodać rozpuszczone w wodzie drożdże, cukier, sól i 3 jajka. Składniki wymieszać drewnianą łyżką. Stopniowo dodawać pozostałe 2 jajka, wyrabiając ciasto ręką. Wyrabiać przez około 10 minut aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Można też wyrabiać mikserem, specjalnym hakiem do ciasta drożdżowego, początkowo na wolnych obrotach, później zwiększyć do średnich.
Stopniowo dodawać masło, po dwie łyżki, mieszając lub miksując. Szybko dodawać kolejne 2 łyżki masła, jak tylko poprzednie zmiesza się z ciastem. Miskę przykryć przeźroczystą folią i odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów, do czasu aż podwoi swoją objętość, na około 1 i 1/2 do 2 godzin. Uderzyć pięścią w ciasto, ponownie przykryć i wstawić do lodówki na noc.


Krem: Zagotować mleko w rondlu. W plastikowej misce ubić mikserem żółtka z cukrem, następnie zmiksować z mąką ziemniaczaną. Stopniowo dolewać gorące mleko, ciągle miksując. Przelać do rondla i zagotować. Gotować na średnim ogniu przez około 2 minuty lub dłużej, ciągle miksując. Zdjąć z ognia, wymieszać z ekstraktem z wanilii i przelać do czystej miski. Przykryć i schłodzić w lodówce.


Ciasto rozwałkować na lekko posypanej mąką powierzchni, na prostokąt o wymiarach około 30 x 45 cm, cienki na 1/2 cm. Rozsmarować zimny krem na powierzchni ciasta, posypać kawałeczkami czekolady. Złożyć krótsze boki ciasta do środka, tak aby spotkały się pośrodku, przekroić ciasto w tym miejscu na dwie części. Każdą połówkę pokroić w poprzek na 12 pasków (lub 8). Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odległości 2 cm od siebie. Luźno przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na około 1 i 1/2 godziny.
Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Wierzch ciasta posmarować lekko roztrzepanym jajkiem. Piec na złoty kolor przez około 15 - 20 minut. Studzić na blasze ustawionej na metalowej kratce.

sobota, 1 maja 2010

Drożdżówki..najlepsze..


Zdarzyło Wam się kiedyś, żeby Wasze wypieki zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach? Żeby po chwili nieuwagi, blacha nagle całkowicie opustoszała??
Mi tak..

Długo zastanawiałem się, czy wrzucać na bloga te drożdżóweczki, tj. czy wrzucać je już teraz. Myślałem, czy nie wstrzymać się chwili, upiec je ponownie, UWAŻNIE PRZYPILNOWAĆ, i strzelić kilka ładniejszych fotek...

Nie wytrzymałem.. Musiałem podzielić się z Wami tym perfekcyjnym przepisem.. Każdy dzień zwłoki, z publikacją tego postu, to o jeden dzień mniej dla Was, żeby je wypróbować;)))

Ale po kolei.. Kiedy natknąłem się na ten cudowny przepis na blogu Lo, od razu wiedziałem, że prędzej, czy później, drożdżówki te powstaną i w mojej kuchni. Co ciekawe, była to moja pierwsza wizyta na Pistachio, bardzo dłuuga wizyta - przeczytałem wtedy chyba wszystkie wcześniejsze posty...i po prostu zakochałem się w tym blogu.. Teraz goszczę tam regularnie..

Trzy tygodnie temu, gdy zjedliśmy wszystkie wielkanocne słodkości, nadszedł ten wielki dzień. Przyszykowałem wszystkie składniki, chcąc upiec bułeczki z połowy porcji, na próbę. Wyszło mi wtedy 8 średnich drożdżówek z masą marcepanową, która pozostała mi od świąt. Niestety, o żadnym zdjęciu mowy być nie mogło, gdyż wraz z mamą i tatą wręcz rzuciliśmy się na nie, opróżniając blaszkę, nie tracąc nawet czasu na sięgnięcie po talerz, czy pójście do stołu. Bułeczki zostały pożarte nad blachą.. Były naprawdę obłędne...

Dlatego też, gdy w zeszłym tygodniu zabierałem się za robienie sernika pomyślałem, iż warto upiec coś 'na dziś', skoro ten musi przeleżakować noc w lodówce. Wybór od razu padł na te bułeczki. Niestety, w lodówce miałem tylko 100ml kremówki - siłą rzeczy musiałem zrobić ponownie z połowy porcji.

Wyjąłem drożdżówki z piekarnika, wkładałem właśnie do niego sernik, kiedy w kuchni zrobiło się strasznie tłoczno - nagle moja mama przestała oglądać film, tata skończył pracować na komputerze, a siostra akurat zrobiła sobie przerwę w nauce. Dopiero po chwili zorientowałem się, że ów tłum nie jest zwykłym tłumem gapiów chcących podziwiać moją 'ciężką' pracę w kuchni, a grupą wygłodzonych sępów, chcących tylko zjeść mój wypiek. Z trudem wyrwałem JEDNĄ bułeczkę dla siebie. Sernik się piekł, mogłem spokojnie zacząć sesję zdjęciową, z moją pyszną, rumianą drożdżóweczką. Pstryknąłem pierwszą fotkę i nie wytrzymałem...ugryzłem.. Była nieziemska... Mięciutka, idealnie maślana, z pyszną migdałową kruszonką i ulubionym nadzieniem z ricotty. Niebo w gębie. Z trudem powstrzymałem się, od zjedzenia całej. Zrobiłem drugie zdjęcie, kiedy zadzwonił telefon. Pobiegłem odebrać..

Gdy wróciłem..no cóż..talerzyk był pusty.. Moja bułeczka zniknęła;(( Do dziś nie wiem co się z nią stało. Widocznie któryś z domowych łakomczuchów nie wytrzymał.. Który? Mogę się tylko domyślać;)

Czyż może istnieć lepsza rekomendacja dla tego przepisu???

Gorąco polecam...

Lo! Dziękuję Ci za ten przepis, i za Twojego bloga!! Uwielbiam..



PACHNĄCE DROŻDŻÓWKI

(przepis za Lo)

* 500 g maki
* 40 g świeżych drożdży
* 1/2 szklanki (125 ml) mleka
* 3/4 szklanki (200 ml) śmietanki kremówki
* 2 żółtka (piekąc z połowy porcji też dałem 2)
* 100 g drobnego cukru
* 80 g rozpuszczonego masła
* wyskrobane ziarenka z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnej esencji
waniliowej
* skórka starta z 1 cytryny
* szczypta soli
* 1 rozbełtane jajko (zastąpiłem skondensowanym mlekiem słodzonym)

* ulubione nadzienie: u mnie ricotta, ze szczyptą cukru i odrobiną jogurtu naturalnego..

Drożdże rozcieramy z cukrem i dodajemy resztę składników (oprócz rozbełtanego jajka i nadzienia). Wszystko miksujemy końcówkami do ciasta drożdżowego (haki). Wymieszane ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę (w piekarniku nagrzanym do 30 stopni na pół godziny). Ciasto dzielimy na 12 porcji. Każdą porcję lekko rozpłaszczamy, nakładamy nadzienie (1 łyżkę) i tworząc kulę zlepiamy końce. Bułeczki kładziemy na blasze (łączeniem do dołu) wyłożonej papierem do pieczenia do ponownego wyrośnięcia. Smarujemy rozbełtanym jajkiem (lub mlekiem skondensowanym) (można też jeszcze posypać cukrem lub zrobić kruszonkę) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 - 180 stopni C. Pieczemy na złoto (około 20 minut). Pyszne są jeszcze ciepłe.

Kruszonka migdałowa
(też z przepisu Lo - do posypania bułeczek wystarczy 1/3 podanych składników)

* 1 1/3 szklanki mąki
* 1/2 szklanki cukru
* 3/4 łyżeczki cynamonu
* 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
* 6 łyżek (30ml) rozpuszczonego masła
* 50-70g płatków migdałowych

Wymieszać suche składniki, dodać masło i przy pomocy widelca zrobić kruszonkę. Dodać płatki migdałowe, wymieszać.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Baba szafranowa, czyli przerost treści nad formą..


Kilka dni przed świętami:

-Mami.. Kupmy nową formę do babki..
-Po co?
-Jak to? Żeby upiec babę na święta..
-Ale babkę kupimy, tam gdzie zawsze.
-Phi! ZAPOMNIJ...

Wypieków wielkanocnych ciąg dalszy.. Ale nie martwcie się - nie będę Was męczyć świątecznymi słodkościami do maja;) To już ostatnia część mojej 'wielkanocnej relacji'.
Tym razem kolej na babę. Nie byle jaką babę, a 'Babę szafranową niezwykle odświętną'. Nie byle jaką babę, a moją pierwszą, drożdżową.

Jak widzicie, bardzo zaskoczyłem mamę swoim pomysłem. Sam nie wiem dlaczego. Owszem, nie wspominałem jej o moich zamiarach, jednak już wiele tygodni wcześniej rozpocząłem swoje poszukiwania tego jedynego przepisu.
Przyjąłem jedno podstawowe kryterium: duuużo żółtek..gdyż w moim mniemaniu, o jakości baby, świadczy właśnie ilość żółtek. (Szczerze? Nie wiem czy słusznie.. Niech ktoś ewentualnie wyprowadzi mnie z tego błędu..)

Pierwszy wybór padł na parzoną babę Ćwierczakiewiczowej. Kopa żółtek do mnie przemawiała..i to jak!! (oczywiście nie planowałem robić jej z całego przepisu, jednak sam stosunek żółtek do mąki był bardzo zachęcający). Gdy jednak postanowiłem zmierzyć się z tym przepisem, tj przeliczyć te wszystkie garnce, czy łuty na normalne jednostki, trochę się pogubiłem. W żaden sposób nie pomagał mi także jakże obrazowy sposób doboru właściwej temperatury pieczenia: "W piecu palić drewnem sosnowem, drobnem, w długie bardzo kawałki rąbnem, żeby wszędzie płomień piec ogarnął. Gdy się w piecu wypali, rozgarnąć węgle po całym trzonie, rurę, drzwiczki i wszelkie lufta pozamykać, a gdy się węgle spopielą, wymieść do czysta popiół [...]"...

Przyznaję, stchórzyłem.. Stwierdziłem, że na swoją debiutancką babę drożdżową, muszę wybrać coś bardziej jasnego i pewnego;) Wybór padł na babkę szafranową Polki.

Nie obyło się jednak bez pewnych zmian, bardziej lub mniej zamierzonych.. Piekąc z połowy porcji, zamiast 12 żółtek..użyłem 16. To był pełen spontan, po prostu moja mama potrzebowała kilka białek, to ja bach, i żółtka w babce;)
Druga zmiana dotyczyła ilości szafranu. Po przeliczeniu 6g tej 'najdroższej przyprawy świata', na 0,12g torebeczki, które zwykłem kupować, aż zakręciło mi się w głowie. Koniec końców stwierdziłem, iż wydatek ponad 100zł, dla uzyskania pięknego, żółtego koloru, nie byłoby zbyt roztropne. Dodałem jedno opakowanie szafranu - może i baba nie jest tak śliczna i żółciutka, jak mogłaby być, ale aspekt ekonomiczny wziął górę;) (A dzięki dodatkowi tych cudnych niteczek, nawet w takich śladowych ilościach, wciąż mogę ją nazywać babą szafranową;))
Pewien problem pojawił się także przy wyrastaniu zaczynu. Mimo iż przygotowałem go w naprawdę dużym dzbanku, 1/3 po prostu mi uciekła. Chciałem ratować sytuację dodając odrobiną drożdży suszonych...ale takowe mi się skończyły.

'Najdramatyczniejsze' wciąż było jednak przede mną.. (Należy tu wspomnieć, iż w natłoku świątecznych zakupów i spraw do załatwienia, w końcu zapomniałem o nowej formie, tak że musiałem zadowolić się starą, niezbyt pojemną).
Widząc objętość ciasta po pierwszym wyrastaniu, nieco się przeraziłem. Było go straaasznie dużo. Zdecydowałem się podzielić ciasto: 2/3 przełożyłem do babkowej formy,a z reszty upiekłem marcepanowe bułeczki;) Jakie było moje zdziwienie, gdy po godzinie drugiego wyrastania, szmatka którą przykryłem babkę...lewitowała nad formą. A to za sprawą ciasta, które w oka mgnieniu tak wyrosło. Po włożeniu do pieca (żeby babka się w ogóle zmieściła, musiałem raszki wsunąć na najniższy poziom) po paru chwilach, baba zajęła całą wysokość piekarnika...

Wyglądała komicznie..przerost treści nad formą..dosłownie;)))

Efekt końcowy był jednak cudowny. Babka jest niezwykle puszysta, leciutka. Nie jest zbyt słodka, dzięki czemu, świetnie się nadaje na zakończenie świątecznego deseru, gdy komórki naszego ciała są wrecz wypchane cukrem pochodzącym z serników, mazurków i innych smakołyków. Polecam!!! Tylko jedna uwaga, następnym razem dałbym dużo więcej bakalii, gdyż giną one przy takiej objętości ciasta..



Baba szafranowa niezwykle odświętna
(zrobiłem z połowy porcji)
(przepis, z własnymi zmianami, cytuję za Polką)

*1kg mąki pszennej
*300ml mleka
*300g cukru
*400g masła
*24 żółtka (piekąc z połowy porcji, dałem 16)
*150g drożdży
*12g szafranu (dałem 0,12g)
*60ml spirytusu (dałem łyżeczkę, tak żeby namoczyć szafran)
*2 łyżki stołowe rodzynek
*2 łyżki stołowe kandyzowanej skórki pomarańczowej
*pół szklanki rumu do namoczenia rodzynek
*1 łyżeczka soli
*2 duże formy do pieczenia
*masło do wysmarowania form
*odrobina mąki do wysypania form

Z drożdży, 4 łyżek cukru, ciepłego mleka i 2 łyżek mąki przygotowujemy zaczyn. Przykrywamy lniana ściereczką i zostawiamy na godziną do wyrośnięcia.
Szafran zalewamy spirytusem i zostawiamy na godzinę.
Rodzynki i skórkę zalać rumem i odstawić na pół godziny.
Masło stopić (uważać, żeby masło nam się nie zagotowało!)
Żółtka ucieramy z cukrem do białości (wtłaczamy powietrze co zapewni babie puszystość), dodajemy wyrośnięty zaczyn i przesiana mąkę. Wyrabiamy. Gdy ciasto zacznie odstawać od rak (u mnie po ok godzinie) dodajemy stopione i schłodzone masło. Ciasto ponownie wyrabiamy, po czym dodajemy odcedzone rodzynki i skórkę oraz szafran razem ze spirytusem. Ciasto wyrabiamy tak długo, aż będzie gładkie i lśniące. (Odstawiłem ciasto na godzinę, do wyrośnięcia).
Formy do pieczenia bab smarujemy masłem i lekko posypujemy mąką strzepując jej nadmiar. Wypełniamy ciastem do 1/3 wysokości, przykrywamy ściereczkami i zostawiamy do wyrośnięcia (u mnie drugie wyrastanie).
Gdy ciasto podwoi swoja objętość, pieczemy przez 1 godzinę w temp. 180 st.C.

Babę można polukrować lub posypać cukrem pudrem.



Źrodło: 'Kuchnia Kresowa z Podlasia' Adrianna Ewa Stawska

Kuchnia Wielkanocna 2010

piątek, 5 marca 2010

Brioche.. Uwielbiam..



Od kiedy tylko pamiętam, ciasto drożdżowe było moim najbardziej znienawidzonym ciastem... I choć uwielbiałem jego delikatny zapach..gdy tylko mym oczom ukazywał się drożdżowy placek z jabłkami, głośno wyrażałem swoje niezadowolenie i bez ukrywanego zniechęcenia, wychodziłem z kuchni (muszę jednak przyznać, że później po cichutku wracałem, i wyjadałem przepyszną babciną kruszonkę, szczególnie te większe grudki, pozostawiając po sobie widoczne ubytki w cieście;))

Z czasem babcia, chcąc mnie przekonać do tego ciasta, specjalnie dla mnie, jabłka zastępowała innymi owocami: porzeczkami, jagodami, truskawkami, czy śliwkami. Powoli, powolutku zacząłem jadać coraz to większe kawałki drożdżówki, jednak tak do końca, nigdy się do niej nie przekonałem...

Dziś jest inaczej.. Nie wiem, czy to kwestia zmiany upodobań, czy też wypróbowywania coraz to nowych, innych, lepszych przepisów.
Widząc cieplutką, maślaną brioszkę, nie mogę się powstrzymać.. Sięgam po jedną, potem po następną..i jeszcze jedną;)



Uwielbiam brioche z tego przepisu.. Jest perfekcyjna.. Ze wstydem muszę jednak przyznać, że całonocne oczekiwanie na te genialne maślane bułeczki jest ponad moje siły.. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłem dziś rano "Brioche błyskawiczna do odrywania" nie mogłem się powstrzymać-wracając z zajęć kupiłem wszystkie składniki i zabrałem się do roboty..

Ich smak..idealnie maślany..podbił moje serce od pierwszego kęsa..

Polecam każdemu, do śniadania, do południowej kawki, na podwieczorek... Kiedy tylko będziecie mieli ochotę na coś pysznego...

(W oryginalnym przepisie, brioche były nadziewane dżemem pomarańczowym, oraz polane sosem waniliowym - pominąłem dodatki, żeby niczym nie zakłócić tego maślanego aromatu...i nie żałuję..)



Brioche błyskawiczna do odrywania


Ciasto:
*370 g mąki pszennej tortowej
*50 g drobnego cukru
*7 g (1 saszetka) suszonych drożdży instant
*1 łyżeczka soli
*100 ml letniego mleka (wymieszałem pół na pół z kremówką)
*3 jajka (robiąc z połowy porcji zastąpiłem 2 żółtkami)
*170 g miękkiego masła

Przygotowanie:

* Do miski przesiać mąkę, dodać cukier, drożdże, sól, mleko i jajka. Wymieszać składniki drewnianą łyżką lub mieszadłem miksera. Wyrabiać ręką przez 10 minut lub 5 minut za pomocą mieszadła a później haka miksera. Następnie dodawać miękkie masło, cały czas wyrabiając rękami (10 minut) lub miksując (5 minut). Na koniec otrzymamy gładkie, elastyczne ciasto, które z łatwością będzie odchodziło od ręki i boków miski. Przykryć ściereczką i odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

* Tortownicę o średnicy 26 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto podzielić na 12 równych części. Formować placki, w środek wkładać po 1 łyżce dżemu pomarańczowego, zlepiać brzegi i formować kulkę. Układać w formie łączeniem do dołu, jedna kulka obok drugiej. Odstawić na 1/2 godziny do podrośnięcia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.

* Wierzch ciasta posmarować roztrzepanym jajkiem i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec przez 30 minut. Mniej więcej w połowie pieczenia, gdyby wierzch był już odpowiednio zrumieniony, uchylić piekarnik i szybko położyć na bułce kawałek folii aluminiowej. Po upieczeniu od razu wyjąć bułkę z piekarnika. Po 15 minutach zdjąć obręcz z formy i studzić jeszcze przez kilkanaście minut.


czwartek, 11 lutego 2010

Wszyscy mają pączki, mam i ja...



...a raczej "Wszyscy mają piękne pączki, a ja nie";)

Oto mój pączkowy debiut. Miały być mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach.. Wyszły nieco inne.. Chociaż nie, rzeczywiście, były mięciutkie, puszyste, rozpływające się w ustach ale... No właśnie, ten pyszny środek otulony był niestety ciemną, chrupką, rozwarstwioną skorupką. Nie wiem dlaczego tak wyszło;( Pewnie smalec był za gorący. Jak nie wychodzą pączki, najlepiej wszystko zwalić na tłuszcz..

Ale tak to już jest, gdy totalny pączkowy laik, który nigdy nie robił pączków, nigdy nie widział nawet, jak ktoś robi pączki, porywa się na przepis, który (jak wynika z komentarzy) nie zawsze wychodzi bardziej doświadczonym ode mnie "wyjadaczom" pączków;)

Przepis mimo wszystko gorąco polecam, gdyż ciasto jest po prostu obłędne. Jeżeli macie większe doświadczenie w smażeniu na głębokim tłuszczu, koniecznie wypróbujcie (sam mam już w planach kolejne próby)



Przepis wg bajaderki

(mnie wyszło 31 pączków, mniejszych niż ze sklepu)


Paczki mojej mamy

Smak tych pączków pamiętam od zawsze...są pyszne! Mięciutkie, puszyste i ogromne, ale niestety dość czaso-pracochłonne

60 dag maki
12 1/2 dag masła
1 łyżka suchych drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
6 dag cukru
8 dużych żółtek
2 cale jajka
otarta skorka z jednej cytryny
kieliszek araku lub kilka kropel olejku arakowego
konfitura z róży do nadziania lub inny gęsty dżem

tłuszcz do smażenia

Mąkę przesiać. Masło, żółtka, jaja i cukier utrzeć na puszystą masę. Drożdże rozpuścić w mleku z łyżeczką cukru, pozostawić do wyrośnięcia - do drożdży można dodać łyżkę mąki. Wszystkie składniki dodać do mąki i wyrabiać około 1 godziny (w tym sekret dobrych pączków).
Ciasto będzie bardzo wolne. Zostawić do wyrośnięcia - około jednej godziny, aż podwoi objętość. Nabierać ciasto łyżką stołowa, maczaną w oleju. Formować płaskie placuszki, nadziewać konfiturą, zlepiać i układać na deseczce posypanej mąką (albo według rad Ziutki posmarowanej olejem) - przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia.
Tłuszcz rozgrzać w szerokim rondlu do temperatury 180 st.C na małym ogniu. Smażyć pączki aż będą złociste, przewracając w połowie smażenia.
Smażyć maksymalnie 3 pączki jednocześnie, przy dodaniu większej ilości pączków temperatura tłuszczu nagle się obniży i pączki zaczną wchłaniać tłuszcz.

wtorek, 9 lutego 2010

International Pizza Day part2



Jako prawdziwy pizzofil, nie byłbym sobą, gdybym w Światowym Dniu Pizzy ograniczył się tylko do jednego wypieku! Poznaliście już moją ulubioną-klasyczną pizzę, teraz czas na coś bardziej oryginalnego.

Z tym przepisem włączam się do akcji International Pizza Day!

Pizza na razowym spodzie, z karmelizowaną cebulką, gorgonzolą i orzechami włoskimi




Na wstępie ostrzegam: gdy Twoje zęby wgryzą się w to jednocześnie miękkie i chrupiące ciasto, a Twoje kubki smakowe poczują ten idealny mix słodkiej cebulki ze słoną gorgonzolą, wzmocniony delikatną orzechową nutą, natężenie bodźców może doprowadzić do obłędu...

Gorąco polecam, nie będziecie żałować.

Proporcje na pizzę o średnicy ok. 30cm

Ciasto:

* 125g mąki pszennej (najlepiej chlebowej, choć nada się każda)
* 125g mąki pszennej razowej
* 1 łyżeczka suchych drożdży
* 1 łyżeczka soli
* 1/2 łyżeczki cukru
* 150ml ciepłej wody
* 1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin

Wymieszać w misce mąkę z solą. Po środku utworzyć zagłębienie, do którego dodać drożdże, cukier, wodę i oliwę. Wyrabiać ciasto przez co najmniej 10min. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia.

Dodatki:



* 3 duże cebule (najlepiej czerwone)
* 100g gorgonzoli (lub innego sera z niebieską pleśnią np. Lazur)
* ok. 60g orzechów włoskich
* łyżka masła
* łyżka oliwy z oliwek extra virgin
* szczypta soli

Cebulę pokroić w piórka. W rondelku rozgrzać masło z oliwą. Wrzucić cebulę, posolić, dokładni wymieszać. Dusić na małym ogniu przez 25-30min, często mieszając. (Gdy cebulka zacznie za bardzo przywierać do dna, podlać niewielką ilością wody). Odstwić.

Ser pokroić w kostkę.

Orzechy pokroić ale nie za drobno! Podprażyć na suchej patelni.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na cienki placek o średnicy ok. 30cm. Położyć cebulę. Dodać orzechy. Posypać kostkami sera.

Piec 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 220stC.


Przepis można łatwo modyfikować, tworząc inne ciekawe kompozycje. Część gorgonzoli można zastąpić mozzarellą; orzechy włoskie, przed ułożeniem na pizzy, można zanurzyć w miodzie...


Pizza jest po prostu GENIALNA!!!




International Pizza Day




To nie przypadek, iż właśnie dziś rozpoczynam swoje blogowanie.. Toż to 9 lutego wypada Światowy dzień pizzy!! A ja pizzę po prostu uwielbiam..

Pizza to istny fenomen. Dawniej - posiłek włoskiej biedoty, obecnie - "obiad niedzielny" w wielu domach..
Jak mało które danie łączy całą rodzinę, gdy wszyscy rzucają się na ten gorący i zabójczo pachnący placek, ażeby załapać się na jak największy kawałek.
Z drugiej strony, jak mało który posiłek potrafi poróżnić znajomych, kiedy to podczas wizyty w pizzerii nadchodzi chwila wyboru dodatków.. Na szczęście, gdy tylko pizza wjeżdża na stół, wszystkie konflikty idą w zapomnienie.

International Pizza Day beze mnie?? Nigdy więcej...


Pizza, moja ulubiona

Każdy lubi inną. Jeden z mozzarellą, inny z żółtym serem. Niektórzy nie wyobrażają jej sobie bez prawdziwego sosu pomidorowego, innym wystarcza ketchup. Pieczarki, pepperoni, szynka, kukurydza, cebulka, kurczak, brokuły... Dla każdego coś dobrego. I najważniejsze...ciasto! Dla mnie to właśnie ono odgrywa decydującą rolę - nawet najlepsze dodatki nie zatuszują smaku kiepskiego drożdżowego placka. Mój ideał: gruby, puszysty i mięciutki spód, ale z chrupkimi brzegami. A ten właśnie taki jest:

Idealny spód (cytuję za dorotus76)

Składniki:

* 2 łyżeczki suchych drożdży (7 g)
* 1 łyżeczka cukru
* 2,5 szklanki mąki (375 g)
* 1 szklanka ciepłej wody (250 ml)
* pół łyżeczki soli
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1/4 szklanki kaszy mannej (40 g)

Połączyć drożdże, cukier, 1 łyżkę mąki i wodę (nie gorącą!) w małym naczyniu, mieszać do rozpuszczenia drożdży. Odstawić na 10 minut. Pozostała mąkę wymieszać z solą, dodać miksturę z drożdżami i oliwę, wymieszać. Wyrabiać ciasto przez około 5 minut, aż będzie elastyczne. Odstawić w ciepłe miejsce, na 1 godzinę, do podwojenia objętości.

Po tym czasie wyjąć ciasto na powierzchnię wysypaną połową kaszy mannej, zagnieść raz jeszcze. Wyłożyć do formy kwadratowej o boku 32 cm (u mnie dwie formy 17 x 27 cm), wysypanej na spodzie resztą kaszy.

Nałożyć sos, dodatki. Piec około 15 - 20 minut w temperaturze 220ºC.

Smacznego :)


Sos, po prostu genialny (znaleziony tutaj)


Składniki:

* 400g pokrojonych pomidorów z puszki
* 1 posiekany ząbek czosnku
* 2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin
* 2 łyżki porwanej, świeżej bazylii
* 1/2 łyżeczki cukru
* 1/4 łyżeczki suchych płatków chilli
* 1 łyżeczka suszonego oregano
* sól i pieprz do smaku

Wrzucić do rondla pomidory, czosnek, oliwę, cukier, chilli, trochę soli i pieprzu. Doprowadzić do wrzenia, a potem gotować na wolnym ogniu przez 25-30 minut. Dodać resztę przypraw. Ostudzić.

Moje ulubione dodatki:

* 1/2kg podduszonych pieczarek
* 3 pomidory, obrane ze skórki, bez pestek, pokrojone w plasterki
* 2 czerwone cebule, pokrojone w talarki
* spory kawałek papryki, pokrojony na kawałki
* duża garść kukurydzy z puszki
* 2 kule mozzarelli, starte + garść startego żółtego sera

PYCHA!!!!






Related Posts with Thumbnails